WESPRZYJ TERAZ

Ośrodek Dżiwodaja, Agnieszka Krześniak (2010) - www.miedzykulturowa.org.pl

Ośrodek Dżiwodaja (Jeevodaya) w stanie Czatisgar (Chhattisgarh) to mały skrawek Indii, do którego pojechałam, aby spotkać dobro. Jadąc tam, wiedziałam, że do Indii można się zrazić, ze względu na istniejący tam niezmiennie od z górą dwóch tysięcy lat porządek kastowy, mocno zakorzeniony w świadomości Indusa od poczęcia,1 biedę, nierówności społeczne, przeludnienie, brud, hałas na ulicach. Miałam też świadomość, że do Indii można zapałać miłością i wracać tam wiele razy, ponieważ Indusi należą do najbardziej barwnych i różnorodnych kulturowo zbiorowości, a kraj charakteryzuje się mnogością języków, wierzeń, zwyczajów, rytuałów, krajobrazów, smaków i zapachów, a także zabytków. Współistnienie ras, kultur i religii przyciąga tu wielu turystów.

Mieszkając przez kilka tygodni w Ośrodku Dżiwodaja - Ośrodku Rehabilitacji dla Trędowatych - pośród zwykłych ludzi, przyglądając się im oraz ich codziennym czynnościom, uczestnicząc w ich życiu, będąc „tam" - doświadczyłam prawdziwych Indii. Zetknęłam się z trądem, który w powszechnej świadomości Europejczyków jest chorobą znaną z opisów biblijnych, zarówno Starego jak i Nowego Testamentu, a dla studentów medycyny jawi się niekiedy jako reliktowa choroba z podręczników. Spotkałam się z ludźmi, których życiowe historie niezaprzeczalnie świadczą o tym, że przynależność do danej kasty (a szczególnie do kasty nietykalnych z powodu trądu) determinuje ich miejsce w społeczeństwie, określa, kim są i czym mogą się zajmować, a także wyznacza przestrzeń, w której mogą się poruszać. W Ośrodku przyglądałam się współistnieniu chrześcijaństwa i hinduizmu w kilka tygodni po tym, jak media nagłośniły akty prześladowań chrześcijan w stanie Orisa, na wschodzie kraju.

Z Polski wyjechałam z przekonaniem, że Indie mi się spodobają, i tak rzeczywiście się stało. Myślę jednak, że mogłoby być inaczej, gdybym nie określiła sobie celu swojej podróży, gdybym nie nawiązała więzi ze zwykłymi ludźmi i nie dotarła do miejsc, takich jak Dżiwodaja. To doświadczenie nie ograniczyło się do zachwytu nad bogactwem kontrastów tego kraju, ale wzbogaciło mnie o zrozumienie, czym jest odzyskanie poczucia własnej godności i wartości.

- "Czym jest dla Ciebie Dżiwodaja?" - pytam Sitę, która ponad dwa lata temu przyjechała na studia do Polski. - "To jest mój dom". Dom w najszerszym i najpełniejszym znaczeniu tego słowa. Nie ma innego miejsca, w którym czułaby się tak dobrze jak w Dżiwodaja - tam mieszkają ci, którzy są dla niej najważniejsi: Mami i koleżanki. Tam czuje się kochana. Za tym miejscem tęskni i w nim czuje się najlepiej.

Manodżowi tego pytania nie muszę zadawać, odpowiedź jest oczywista: tam mieszkają jego rodzice i młodsze rodzeństwo, tam się urodził, wychował i chodził do szkoły. Tam też wraca na wakacje po każdym roku pobytu w Polsce.

Dla Sarsvati (dla bliskich i znajomych - Saru) Dżiwodaja jest drugim domem: rodzice i dwójka rodzeństwa mieszkają w Rajgarh, a ona - podobnie jak starsza siostra i starszy brat - chodziła do szkoły w Ośrodku i mieszkała tam. Bez tej pomocy nie mogłaby ukończyć szkoły i mieć szansy na podjęcie studiów.

Dla tej powyższej trójki, studiującej w Polsce język angielski, ekonomię i medycynę, a także dla wielu innych osób, które nie mają własnego domu, Dżiwodaja (w sanskrycie „świt życia"), okazało się miejscem, w którym otrzymały ponowną szansę na życie.

Dżiwodaja to ośrodek założony przez ks. Adama Wiśniewskiego SAC, oddalony o 30 km od Raipuru, 1,5 milionowej stolicy stanu Czatisgar, który położony jest w środkowo-wschodnich Indiach. Północna część stanu leży na krańcu wielkiej doliny Gangesu, środkowa zaś na żyznej równinie Mahanadi, co umożliwia intensywną uprawę ryżu. Około 45% powierzchni stanu porastają lasy. Złoża diamentów i produkcja stali na całe Indie zasilają budżet Czatisgaru, niemniej na wsiach większość ludzi żyje na bardzo niskim poziomie, szkolnictwo jest słabe, a możliwości wybicia się z własnego środowiska -ograniczone.

Upał, hałas na ulicach, samochody poruszające się z dużą prędkością i kierowcy, którzy co chwila używają klaksonów, niekiedy zupełnie bez powodu, chyba tylko po to, by zaznaczyć swoją obecność - oto obraz jaki narzuca się jako pierwszy po wylądowaniu w Raipurze. Na ulicach jest tłoczno, dzieci ubrane w mundurki szkolne wracają na rowerach lub pieszo ze szkoły. Wjeżdżając na teren Ośrodka, wkraczamy w odmienny świat: cisza, spokój, przestrzeń, zieleń, cień. Przed bramą Ośrodka znajduje się ogromne boisko, a wewnątrz - kościół katolicki, domy, w których na stałe mieszka kilka rodzin (m.in. rodzina Manodża), dom kobiet, nowopowstający budynek szkolny, przychodnia lekarska, internat dla chłopców, szkoła, zakład krawiecki, oddział pomocy chorym na HIV/AIDS, mieszkania dla mężczyzn, dom sióstr i księży, biuro księgowego, internat dla dziewcząt, a w nim biuro i mieszkanie dr Heleny Pyz, nowy internat dla młodszych dziewcząt. Mieszkają w nim również wychowawczynie, pielęgniarki i kucharki. Kuchnia i domy kolejnych rodzin znajdują się przy pomieszczeniach gospodarczych, gdzie hodowane są kury, krowy, świnie. Na samym końcu ogrodu znajduje się cmentarz, na którym chowane są osoby niezależnie od przynależności religijnej: hindusi, katolicy, muzułmanie. Wśród hindusów jednak pozostaje tradycja palenia zwłok, dlatego też niektórzy zabierają swoich zmarłych, by zadośćuczynić tradycji.

Na polach uprawia się ryż, tapiokę, kapustę, pomidory, ziemniaki i wiele innych warzyw. W ogrodzie rosną bananowce (w opinii niektórych najsmaczniejsze są te z południa Indii, z Kerali), papaje, drzewa bochenkowe (popularnie zwane jackfruit), mangowce i inne drzewa owocowe, jak sitapfal, cziku, które ubogacają jadłospis mieszkańców Dżiwodaja. Podstawę wyżywienia całej społeczności stanowi natomiast ryż i soczewica. Ośrodek utrzymuje się z datków i pracy rąk ludzi, którzy w nim mieszkają. Nie prowadzi działalności, z której mogłyby pochodzić dodatkowe środki na utrzymanie, takiego typu jak zakład tkacki czy jakaś inna kooperatywa.

Nie można zrozumieć Dżiwodaja bez pojęć takich jak kasta, trąd, czystość i nieczystość. Gdyby nie trąd, mieszkańcy Dżiwodaja nie byliby odrzuceni przez społeczeństwo i nie przynależeliby do najniższej kasty. Trądem można się zarazić drogą kropelkową, a wywołuje go bakteria Mycobacterium Leprae. Chociaż nie wynaleziono przeciw niemu szczepionki, jest dziś chorobą wyleczalną: wczesne wykrycie i regularne przyjmowanie leków w okresie od sześciu miesięcy do dwóch lat pozwala na całkowite wyleczenie choroby. Wskaźnik zakażeń na świecie wynosi ponad 250 tys. rocznie, z czego 70% żyje w Indiach.

Człowiek trędowaty to w kulturze Indii człowiek nieczysty, a czystość lub nieczystość, to podstawa hinduskiego systemu hierarchicznego zgodnie z którym wyróżniamy cztery warny, czyli stany: bramini (kapłani), kszatrijowie (wojownicy), wajśjowie (kupcy, ludzie interesów) i śudrowie (chłopi, robotnicy, służba)2. To nie władza ani majątek, lecz czystość lub jej brak determinują przynależność do kasty, a więc więzy krwi, dziedziczność. Wewnątrzkastowe stosunki są ponadto określane przez zawód i wykonywaną pracę oraz miejsce zamieszkania. Cały ten splot religijnych, gospodarczych, językowych i rodzinnych związków nadaje kaście wyjątkową trwałość pomimo prawnego zniesienia systemu kastowego przez wydany w 1850 r. The Caste Disabilities Removal Act.3

Wspólnotę Dżiwodaja tworzy dziś 16 małżeństw katolickich i hinduistycznych wraz z dziećmi, 25 osób samotnych oraz 400 uczniów, którzy mieszkają w internatach na terenie ośrodka przez cały rok szkolny. Oprócz tych ostatnich do Dżiwodaja dojeżdża rowerami z okolicznych wsi kilkudziesięciu uczniów klas XI i XII, którzy wybrali tę placówkę ze względu na jej wysoki poziom nauczania w porównaniu ze szkołami państwowymi. Dyrektorem Ośrodka jest od 12 lat ks. Abraham Thylammanal SAC, a jedynym lekarzem od ponad 20 lat (obecnie także skarbnikiem instytucji) jest dr Helena Pyz, która w latach 1990-1997 pełniła również rolę dyrektorem. Dr Helena jest znana wszystkim jako Mami. Opiekę duchową nad ośrodkiem sprawują dwaj indyjscy księża Pallotyni: ks. dyrektor Abraham (zwany popularnie father Abu) oraz ks. Vijay, który jest obecnie dyrektorem szkoły.4

Mieszkańcy i podopieczni Dżiwodaja znaleźli się tu nieprzypadkowo. Łączy ich upośledzenie i odrzucenie społeczne, którego doświadczyli w rodzimych środowiskach, ze względu na widome objawy dotknięcia trądem. Grono stałych mieszkańców to osoby wyleczone z trądu, które teraz postanowiły służyć innym oraz ci, którzy nie mają innego miejsca w świecie. Większość uczniów szkoły w Dżiwodaja pochodzi z rodzin, w którym jeden z rodziców lub bliskich jest chory na trąd, i w związku z tym nie mogli zapewnić dzieciom należytej edukacji. Inni pochodzą z rodzin żyjących poniżej granicy ubóstwa, społecznie zmarginalizowanych. Są też sieroty, dzieci niechciane i porzucone. Wszyscy w Ośrodku czują się potrzebni. Wszyscy mają w nim swoje miejsce, każdy jest za coś odpowiedzialny. Okaleczenie pozostawione przez trąd nie stanowi przeszkody do tego, aby pomagać innym i żyć jak normalni ludzie. Na twarzach osób posługujących w Ośrodku widziałam autentyczny uśmiech i radość. Kobiety okaleczonymi rękoma czyszczą ryż, mężczyźni pracują w ogrodzie. Dżitram (Jeetram), chociaż ma okaleczone dłonie i ukończone zaledwie cztery klasy szkoły podstawowej, jest „aptekarzem" i wydaje leki pacjentom, którzy przychodzą do przychodni. Opatruje też rany mieszkańców

Dzień w Dżiwodaja rozpoczyna się mszą świętą o 6.30. Dzieci budzą się już między 5.00 a 5.30 rano, by zdążyć z porannymi przygotowaniami: porannym myciem, ubraniem i uczesaniem. Pierwszy dzwon rozbrzmiewa punktualnie o 6.20 nawołując wszystkich na mszę, która jest obowiązkowym punktem programu dnia. Ludzie w Dżiwodaja witają się słowami pozdrowienia: „Dżaj Jezu", składając przy tym dłonie i schylając głowę. To powitanie w imię Jezusa jest jak najbardziej naturalne i powszechnie przyjęte. Po mszy świętej, o godzinie 7.30, dzieci z własnymi talerzami ustawiają się w kolejce po śniadanie - dziewczynki przed budynkiem dla dziewcząt, a chłopcy obok kuchni. W tych też miejscach wydawane są pozostałe dwa posiłki. Poranny posiłek to najczęściej kasza (kukurydza lub pszenica) z mlekiem, a czasami placki. Na lunch i kolację dzieci otrzymują ryż, sos z soczewicy zwany „dal" i warzywa. Mięso (drób i wieprzowina) oraz ryby to pokarmy spożywane raz lub dwa w miesiącu przy okazji rozmaitych uroczystości, natomiast w niedzielę „obowiązkowe" są gotowane jajka. Po śniadaniu dzieci mają czas na posprzątanie terenu, w którym przebywają. Porządkują także swoje pokoje, pomagają w kuchni i przygotowują się do lekcji, które rozpoczynają się o 9.00. Główną osobą odpowiedzialną za dziewczyny w Dżiwodaja jest Bridżit, nauczycielka mieszkająca w Ośrodku z mężem i dwójką dzieci, a za chłopców odpowiada Omprakasz, również mieszkający w Ośrodku z żoną Priti. Cechą charakterystyczną Dżiwodaja jest to, że dzieci mają określone obowiązki. Przydzielane są do grup odpowiedzialnych za określone zadania: pomoc w kuchni, pracę w ogrodzie, sprzątanie terenu lub szkoły, pomoc przy wydawaniu posiłków. Każde dziecko pełni po kilka dyżurów. Lider grupy chłopięcej lub dziewczęcej, jako najstarsza osoba w grupie, pełni rolę opiekuńczą, wychowawczą i nadzorującą wobec należących do niej dzieci. Do lidera/liderki należy wdrażanie malucha w tajniki życia w Ośrodku, nauczanie go jak ma się zachowywać i ubierać, a także sprawowanie opieki, kiedy coś mu dolega (powinien zgłosić to Mami). O 8.30 rozbrzmiewa kolejny dzwon przypominający dzieciom o zbliżających się zajęciach w szkole. (Dzieci, które nie są w stanie danego dnia uczestniczyć w lekcjach, przychodzą do dr Heleny z kartą z przychodni i tu otrzymują stosowne zalecenia lekarskie).

O 8.45 przed szkołą odbywa się zbiórka dzieci i nauczycieli. Uczniowie ustawiają się w rzędach tworzonych z poszczególnych klas, odśpiewują hymn narodowy i odmawiają modlitwę w języku hindi. Pierwsze cztery lekcje trwają do godziny 12.00, a po nich dzieci udają się na lunch - posiłek południowy. Zajęcia dla studentów także rozpoczynają się przed południem. Wówczas młodzież ucząca się w szkołach pomaturalnych dociera do nich pieszo, autobusem lub na rowerze, pokonując przy tym odległość kilku lub kilkunastu kilometrów. Językiem nauczania jest język hindi, zarazem język urzędowy stanu Czatisgar. Dzieci, w których domach mówi się w innym języku, np. orija czy bengali, szybko przyswajają nowy język. Wszystkie dzieci uczą się także języka angielskiego.

Zajęcia popołudniowe, czyli kolejne trzy lekcje, trwają w Dżiwodaja od godziny 13.00 do 15.15. Między 15.15 a 17.00 trwają obowiązkowe zabawy na boisku, gry sportowe: dzieci biegają, skaczą, spacerują na powietrzu. Następnie dzieci pomagają w ogrodzie i innych pracach. O 18.00 w kościele lub przed grotą z figurką Matki Bożej (w zależności od pory roku) odmawiany jest różaniec. Po różańcu, o 18.30, wydawany jest posiłek wieczorny, po którym dzieci mają czas na odrobienie lekcji i przygotowanie się do snu.

Każdy dzień w Dżiwodaja jest podobny, a jego rozkład taki sam. Wyjątek stanowi plan niedziel i świąt. W niedziele msza święta celebrowana jest o godzinie 7.00, a o 10.30 odbywa się lekcja religii dla chrześcijan. Po południu dzieci mają czas wolny; wówczas mogą skorzystać np. z sali telewizyjnej.

Rok szkolny rozpoczyna się 1 lipca i trwa do końca kwietnia, zgodnie z systemem szkolnictwa w Indiach. Dzieci, których rodzice lub dalsi krewni mieszkają w mniej lub bardziej oddalonych miejscowościach, wracają na wakacje do swoich domów. Sieroty, dzieci porzucone czy niechciane (a są nimi najczęściej dziewczynki, gdyż córka wiąże się z uciążliwą koniecznością obdarzenia jej wysokim posagiem) pozostają na wakacje w Dżiwodaja. Opieka pracowników Ośrodka nie kończy się wraz z ukończeniem XII klasy i złożeniem matury przez podopiecznego. Przełożeni Ośrodka czuwają nad przyszłością swoich wychowanków i kierują ich na studia, do college'u, czy też umożliwiają nabycie konkretnej umiejętności lub zdobycie określonego zawodu. Najczęściej absolwenci szkoły w Dżiwodaja kontynuują naukę w szkołach pielęgniarskich bądź kształcą się na kierunkach informatycznych, humanistycznych i przyrodniczych. Należy jednak zwrócić uwagę, że ze względu na pochodzenie rodziców oraz ich chorobę, nie każda szkoła otwiera swoje podwoje dla absolwentów Dżiwodaja. Tym niemniej, podopieczni nie zostają pozostawieni bez środków do życia, dopóki nie zdobędą pełnej samodzielności. Nie wszyscy jednak chcą korzystać z dalszej pomocy. Zdarza się również, że z powodu niesubordynacji czy popełnionych wykroczeń, trzeba ucznia odesłać do domu.

Dżiwodaja jest ośrodkiem katolickim, służącym pomocą osobom trędowatym i społecznie upośledzonym niezależnie od wyznania czy kasty. Osoby te są przyjmowane do Ośrodka z całym bagażem ich dotychczasowych doświadczeń. Mieszkańcy Dżiwodaja są równi w swojej odmienności. W Ośrodku w większości mieszkają hinduiści, ale są tam też katolicy i muzułmanie. Na prośbę rodziców czy danej osoby (jeśli jest pełnoletnia) odbywają się tam chrzty, komunie święte czy bierzmowania, natomiast nie ma żadnego przymusu, przynaglania, zachęcania czy nawracania na siłę na religię katolicką. Mieszkańcy uznają Jezusa, bo wierzą, że to On im pomógł za pośrednictwem katolików napotkanych na ich drodze życia. Dorośli hinduiści są zapraszani do przychodzenia do kościoła, ale równocześnie nakłania się ich do zachowywania i stosowania zasad ich własnej religii, bo „dobroć i tak jest z Boga" - mówi dr Helena.

Każdego ranka z kościoła w Dżiwodaja rozlegają piękne pieśni w języku hindi śpiewane na cześć Jezusa i Maryi, jak np. Hema Piari Tunele Pukar (tłum. Mamo słuchaj co do Ciebie mówię) czy pieśni dziękczynne, jak Daniawat Prabhu Daniawat (tłum. Dziękuję Ojcze dziękuję). Dzieci i dorośli, zgodnie z miejscowym zwyczajem, siedzą na podłodze „po hindusku" (lub „po turecku", jak my w Polsce nazywamy tę pozycję siedzącą) według klasy i wieku - na prawo chłopcy i mężczyźni, na lewo dziewczęta i kobiety w tradycyjnych strojach pendżabkach5 lub sari6, młodsze dziewczynki w sukienkach, starsze w spódniczkach, z przodu najmłodsi, z tyłu starsi.

Mami lub Mami-dzi - tak nazywają dr Helenę dzieci w Dżiwodaja. Wszyscy mieszkańcy i pracownicy Ośrodka szanują ją, a dzieci odnoszą się do niej z lekką obawą lub niekiedy lękiem. Udają się do niej, kiedy potrzebują pomocy medycznej lub życiowej porady. Czują przed nią respekt, bo Mami karci za niepunktualność, źle posprzątane podwórko, brak dbałości, nieprzestrzeganie reguł panujących w Ośrodku. Pacjentów strofuje za nie zażywanie leków według jej zaleceń, co osłabia efekty leczenia i prowadzi do marnowania się darmowych leków, z których inny pacjent mógłby skorzystać.

Wszyscy jednak lubią ją i doceniają za to, co robi. Wiedzą, że jej wymagania wynikają z troski o dobro mieszkańców Ośrodka. Wiedzą też, że bez jej oddania, poświęcenia i pracy, zabiegów i wysiłków Ośrodek by nie przetrwał. Zarządzanie 500-osobową wspólnotą jest nie lada wyzwaniem, bo tu nie chodzi tylko o samo przeżycie, ale o przywrócenie ludziom sensu życia, umożliwienie im godziwej przyszłości dzięki edukacji na dobrym poziomie, opiece medycznej i zapewnieniu warunków bytowania w atmosferze wzajemnej życzliwości, akceptacji i miłości.

W Ośrodku pielęgnuje się zwyczaje związane z świętami: hinduskimi, np. Diwali, państwowymi, jak np. Dzień Niepodległości czy osobistymi, np. urodziny. Mieszkańcy Dżiwodaja tworzą rzeczywistą wspólnotę. Urządzane są tu wesela, świętuje się narodziny, asystuje przy śmierci.

Mami traktuje sieroty jak swoje własne dzieci. 12-letnia Savitri (zwana też Patrycją), dziewczynka cudem uratowana od śmierci głodowej, przychodzi po lekcjach do biura dr Heleny, aby pobyć ze swoją mamą. Wpada niezapowiedzianie, kiedy tylko czuje taka potrzebę. Zawsze czeka ją dobre słowo, zainteresowanie i miłość. Jako najbliższa osoba Mami, cieszy się jej szczególnymi przywilejami. Zawsze dostaje od niej coś dobrego do zjedzenia, jakiś smakołyk.

Sneha (zwana też Czoti co w języku hindi znaczy „mała") i Annarani, trzyletnie dziewczynki porzucone przez własnych rodziców, również mają szczególne względy u Mami, która nie odmówi im uśmiechu, przytulenia czy jakiegoś cukierka. Wiele osób, które ukończyło szkołę w Dżiwodaja i usamodzielniło się, pamięta o tych wszystkich, którym tak wiele zawdzięczają. Zaglądają do Dżiwodaja, gdzie mają przyjaciół, odwiedzają dr Helenę i dzielą się najnowszymi wieściami i osiągnięciami.

Ośrodek Dżiwodaja wkomponował się w krajobraz Indii i jest jego nieodłącznym elementem od ponad czterdziestu lat. Przyczynia się do tego, że trędowaci są lepiej postrzegani w sąsiedztwie Ośrodka, a dzieci pochodzące z rodzin trędowatych mają szanse na normalne życie. Dorosłe osoby dotknięte trądem nie muszą żebrać, a dzięki swojej pracy i wspólnocie ludzi, wśród których żyją, czują się potrzebne i odnajdują sens własnego życia.

  1.  Za Octavio Paz, Podpatrywanie Indii, Wydawnictwo Literackie 1997, s.50.
  2. Octavio Paz, Podpatrywanie Indii, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1997.
  3. Roman Tokarczyk, Kultura prawna hinduizmu [w:] Współczesne kultury prawne, Oficyna a Wolters Kluwer business, Warszawa 2008, s. 225.
  4. Aktualne informacje dotyczące Ośrodka otrzymałam od Sekretariatu Misyjnego Dżiwodaja w Polsce.
  5. Pendżabka to tradycyjny strój młodych dziewcząt. Składa się z trzech części: salwar to górne odzienie, rodzaj długiej luźnej bluzki sięgającej przed lub za kolana; peżama to szerokie spodnie zwężające się ku dołowi oraz czunri - szalik różnie noszony, zależnie od zwyczaju. Może służyć też za okrycie głowy w kościele. Przykrycie głowy obowiązuje przed starszą lub respektowaną osobą.
  6. Sari to tradycyjny strój kobiet w Indiach, noszony szczególnie przez osoby zamężne i nauczycielki. Składa się na niego jeden nie zszywany kawałek materiału (5-6m), które kobiety zawijają wokół talii i zarzucają ostatnią cześć przez ramię. Pod sari zakłada się krótką bluzeczkę z rękawkami zwaną choli.
  7. Dzi (lub Ji) jest używane w stosunku do osób starszych, poważanych, do których odnosi się z szacunkiem.