WESPRZYJ TERAZ

Operacja Sneha

W styczniu 2015 r. Sekretariat Misyjny Jeevodaya wraz z Fundacją Heleny Pyz - Świt Życia ogłosiły zbiórkę funduszy pod wspólnym hasłem "Operacja Sneha" na pomoc dla chorej dziewczynki z Jeevodaya. 

Prośba Sekretariatu Misyjnego Jeevodaya o pomoc na rzecz dziecka spotkała się z Państwa natychmiastowym i wzruszającym odzewem, dzięki czemu mogliśmy mieć nadzieję, że podjęte działania przyczynią się do poprawy zdrowia Snehy. 

Sneha urodziła się w 2006 r. i została przeniesiona do Ośrodka w pierwszym dniu życia z poważnie uszkodzoną czaszką. Mimo leczenia podjętego w Indiach i przeprowadzonej operacji nadal miała miękką głowę wskutek ubytku kości. Cierpiała też na sporadyczne napady padaczkowe. Konieczne było dalsze leczenie i kolejna operacja przeszczepu w miejscu ubytku kości czaszki, kiedy głowa dziecka przestanie rosnąć. W Polsce możliwości diagnozowania, leczenia i rehabilitacji są lepsze, dlatego wspólnie z dr Heleną Pyz zdecydowaliśmy o próbie zorganizowania pomocy dla dziecka w naszym kraju.

Po długich staraniach udało się pokonać wszelkie trudności, przede wszystkim formalne, i dziewczynka w towarzystwie swojej nauczycielki (znanej wielu z Państwa naszej byłej studentki) Sity i pielęgniarza Jeetrama przyjechała do Polski.

Projekt udało się zrealizować z powodzeniem. Trafiliśmy do wspaniałego lekarza, dr Mikołaja Eibla, który zaproponował nie tylko badania, ale jak najszybsze przeprowadzenie operacji, pod warunkiem że dziecko zostanie zaszczepione na WZW. Czas gonił, bo wiza miała się kończyć za kilka tygodni, ale udało się znaleźć lek i procedurę przyspieszoną na okoliczność operacji (w trybie zwykłym szczepienie powtarza się po miesiącu). Lekarz znalazł dogodny termin w Szpitalu Dziecięcym im. prof. dr. med. Jana Bogdanowicza przy ul. Niekłańskiej w Warszawie. 

Operacja, podczas której wstawiono dziewczynce płytkę syntetyczną, odbyła się 10 czerwca 2016 r. Przeprowadzili ją dr Mateusz Maślanka i prof. Bogdan Ciszek. Zabieg okazał się bardziej skomplikowany, niż przewidywano, bo na oponie twardej były zrosty, które należało usunąć, a kości czaszki rosły do środka i uciskały tkankę mózgową. Ostatecznie wszystko się udało, z czystą raną i wyjętą połową szwów Sneha wyjechała wraz z dr Heleną i opiekunem Jeetramem w przewidzianym terminie.

Na oddziale przez cały czas towarzyszyły jej opiekunki: Sita, dr Helena, Małgosia - matka chrzestna i jej siostra Ania. Sneha dała się poznać jako radosna, spokojna i koleżeńska dziewczynka, mimo bariery języka nawiązała kontakt zarówno z personelem, jak i innymi dziećmi. W szpitalu została nazwana Marysią (imię w paszporcie to Maria Sneha) i polubiła tę wersję swojego imienia. Przez chwilę w szpitalu Sneha stała się też "gwiazdą filmową", gdyż specjalnie do niej przyjechała ekipa TVN 24 z red. Brygidą Grysiak, która przygotowywała reportaż o Helenie Pyz i Ośrodku Jeevodaya.

Pozostałe szwy dr Helena usunęła w Jeevodaya; według przewidywań lekarzy w ciągu trzech miesięcy operowane miejsce powinno zalać się kostniną. Badania kontrolne, już w Indiach, wskazują, że proces zdrowienia Snehy postępuje prawidłowo. Dziewczynka czuje się dobrze, wkrótce po powrocie do Indii wróciła do codziennych zajęć w szkole. Dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do tej pięknej akcji pomocą materialną i modlitwą. 

Dni Młodych bez Granic 2016

Zainicjowany przez Sekretariat Misyjny Jeevodaya projekt „Dni Młodych bez Granic” zrealizowany we współpracy z Fundacją Heleny Pyz - Świt Życia i Duszpasterstwem Młodzieży Diecezji Warszawsko-praskiej był jedną z inicjatyw z okazji Światowych Dni Młodzieży. Patronatem honorowym objął go abp Henryk Hoser. 

Projekt zakładał zaproszenie do Polski łącznie z pokryciem kosztów podróży oraz objęcie opieką podczas całego pobytu młodzieży, która w żaden inny sposób nie mogłaby wziąć udziału w wydarzeniu, jakim były Światowe Dni Młodzieży w Krakowie i spotkanie z papieżem Franciszkiem. 

Przygotowania do tego wielkiego wydarzenia w życiu młodzieży z Ośrodka Rehabilitacji Trędowatych Jeevodaya trwały ponad rok nie tylko w Polsce i wymagały zaangażowania wielu osób, od Ofiarodawców począwszy, przez animatorów w Indiach do młodych wolontariuszy w kraju.

Przygotowywali się do tego wydarzenia ponad dwa lata. Poznawali i rozważali Pismo Święte, uczyli się prawd wiary, pogłębiali swoją wiedzę religijną. Uczyli się być ze sobą jako grupa. Aż w końcu nadszedł ten dzień. Spakowali walizki, wsiedli do pociągu do Delhi i już po 30 godzinach wysiedli zmęczeni - z powodu monsunu podróż wydłużyła się bowiem o kilka godzin. Odebrali wizy, pojechali na lotnisko. Wsiedli do samolotu. Po raz pierwszy w życiu. Po raz pierwszy paszport w ręku, po raz pierwszy na lotnisku, po raz pierwszy w innym kraju. Międzylądowanie i przesiadka w Moskwie. I w końcu Warszawa. 

A my tu, na miejscu? Wyczekiwanie, mehendi na ręku, bo przecież to wielki dzień, uroczysty, więc i my też uroczyści. Dom w Choszczówce przygotowany, chleb i sól czekają na powitanie. W końcu są, pojawiają się jeden za drugim w hali przylotów na warszawskim lotnisku. Osiemnaścioro Wspaniałych i trzech duszpasterzy. Gdyby każdego z nich zapytać z osobna, jakie mają oczekiwania, odpowiedź byłaby jedna: chcę spotkać papieża Franciszka. Z takim nastawieniem młodzież z Jeevodaya przyjechała na Światowe Dni Młodzieży.

Każdy dzień był wypełniony po brzegi: zwiedzanie, poznawanie miejsc związanych z założycielami Jeevodaya, wizyta w Laskach w Zakładzie dla Ociemniałych, spotkania w ramach ŚDM: na pl. Piłsudskiego i centralne diecezji warszawsko- praskiej w Tarchominie. Spotkanie z ofiarodawcami w Choszczówce było bardziej osobiste: młodzież zaprezentowała program artystyczny, a najciekawszy był spektakl o historii Jeevodaya. Mieli też nieplanowane spotkanie z ikoną Matki Bożej Jasnogórskiej, która tego dnia zawędrowała do ich tymczasowego domu.

Aż w końcu nadszedł ten upragniony dzień wyjazdu do Krakowa, by tam przebywać z jeszcze większą grupą młodych i papieżem Franciszkiem. Po drodze była okazja do pokłonienia się Pani Jasnogórskiej oraz krótkiej wizyty w Wadowicach.

Pan Bóg prowadził naszą młodzież w sposób przedziwny: najpierw z powodu spóźnienia uniknęła ogromnej burzy – przetaczała się nad Krakowem, gdy właśnie się wprowadzaliśmy na nocleg u gościnnych paulinów Na Skałce. A następnego dnia przez niedoszacowanie czasu i zamknięcie bramek wejściowych do sektora… byliśmy o trzy kroki od przejeżdżającego papieża. Naszą radość trudno opisać.

Dużym przeżyciem była wizyta w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Oczekując w kolejce na wejście do kaplicy i ucałowanie relikwii św. Faustyny, młodzi z Jeevodaya byli chyba jedyną grupą, która się w tym czasie modliła. Ważna była również wystawa poświęcona Całunowi Turyńskiemu – można było zobaczyć na własne oczy ślady Męki Pana Jezusa.

Grupa przeżyła zagubienie dokumentów, złe samopoczucie, trudną pielgrzymkę z bolącymi nogami. Było warto. Nasza młodzież wyróżniała się, budziła duże zainteresowanie. Młodzi z Jeevodaya pojawili się w audycjach w Radiu Watykańskim, w Polskim Radiu. Udzielili wywiadów lokalnej prasie w Wadowicach. Pojawili się również na żywo w TVP Info. Tańczyli na ulicy tradycyjny taniec ze stanu Chhattisgarh, a Manoj opowiadał po polsku o grupie i o tym, jak przeżywa ona Światowe Dni Młodzieży.

Po zakończeniu centralnych uroczystości nadszedł czas, żeby jeszcze coś zobaczyć i przeżyć. Najstarsi pojechali do Rzymu, ponownie spotkać się z papieżem Franciszkiem i modlić się przy grobie św. Jana Pawła II. Zwiedzali Ogrody Watykańskie, zabytki Rzymu, kąpali się w Morzu Śródziemnym. Dilip i Premshila (imiona od chrztu: Franciszek i Klara) cieszyli się z wizyty w Asyżu. Wszyscy wrócili z Rzymu pełni wrażeń.

Młodsza część grupy w tym czasie gościła w Koszalinie, u ofiarodawców Jeevodaya, państwa Grzybowskich. Spotkali się z serdecznym przyjęciem, poznawali regionalną kulturę, mieli możliwość zobaczenia polskiego morza. Księża natomiast pozostali w Warszawie, żeby spotkać się ze swoimi współbraćmi pallotynami. Mogli również odwiedzić obóz zagłady Auschwitz--Birkenau i modlić się w miejscu, gdzie zmarł o. Maksymilian Kolbe. Wizyta w Auschwitz była dla księży głębokim przeżyciem.

Najważniejsze było spotkanie z papieżem, spotkanie z ludźmi z całego świata. Jayantri powiedziała, że nie trzeba znać języka obcego. Z każdym człowiekiem można się dogadać uśmiechem. Dilip po powitaniu papieża na Błoniach podszedł, pocałował mnie w policzek i powiedział: „dziękuję, że mogę tu być”. To „dziękuję” było skierowane do wszystkich, którzy mu to umożliwili. Aghan zapytany w wywiadzie, czy chrześcijanom w Indiach jest trudno, bez namysłu odpowiedział, że trudniej jest naszym braciom i siostrom w Syrii. Janina cieszyła się, że mogła w Polsce modlić się przy grobie swojej matki chrzestnej, Janiny Michalskiej, założycielki Sekretariatu Misyjnego Jeevodaya. Justin odkrył smak pączków. Księża postanowili, że na spotkaniach młodych w Indiach nie będą wydzielać grup, bo ważne jest bycie razem, bez podziałów. Każdy uczestnik ma swoją historię, własne przeżycia i przemyślenia.

W młodych z Jeevodaya dokonała się znacząca przemiana. Dwa lata temu byli grupą młodzieży chętnej do działania, jeżeli ktoś im wskaże, co mają robić. Dzisiaj samodzielnie podejmują decyzje, wychodzą z propozycjami. To z pewnością efekt Światowych Dni Młodzieży.

Małgorzata Smolak