Śladami ks. Adama Wiśniewskiego
Nigdy o tym nie marzyliśmy. Niespodzianka losu, a raczej starannie wycelowany palec Boży. Pojechaliśmy do Jeevodaya, żeby wziąć udział w obchodach 75-lecia pobytu pallotynów w Indiach, jednym z pierwszych był też spokrewniony z nami ks. Adam Wiśniewski.
Witano nas bardzo serdecznie, doznaliśmy wdzięczności za dzieło ks. Adama. Wzięliśmy udział w obchodach pallotyńskiego jubileuszu, ale przede wszystkim widzieliśmy dzień powszedni w Jeevodaya. Dzieci uczące się w szkole założonej przez ks. Adama, jedzące posiłki, odrabiające lekcje, bawiące się, piorące ręcznie swoją odzież i pościel, uczestniczące w codziennym różańcu i mszy św. Tamtejsze rytmy i ich radosny śpiew były dla nas ucztą duchową.
Widzieliśmy sady, pola, zwierzęce zagrody należące do Jeevodaya i pracujących tam Hindusów, także dom trędowatych kobiet, zmianę opatrunków niegojących się ran spowodowanych zakażeniem prątkiem trądu...
Chodziliśmy śladami ks. Adama – ołtarz, przy którym odprawiał mszę św., prywatna kaplica, jego muzeum przerobione ze starej wiaty, która służyła jako pierwsza przychodnia dla trędowatych, posadzone przez niego drzewa, wyznaczone ścieżki, wzniesione budynki.
Spod grobu ks. Adama podnieśliśmy kamyk i jest teraz z nami na polskiej ziemi, której nigdy po wyjeździe na misje nie odwiedził.
Mamy szczęście, że to przetrwało i ciągle trwa. Wiemy komu to zawdzięczamy - dr Helenie Pyz i Sekretariatowi Misyjnemu Jeevodaya kierowanemu przez Marzenę Kozak. Helenko, Marzenko, byłyście natchnieniem i przewodnikami przy każdym naszym kroku, a wsparciem przy potknięciach, dziękujemy.
Anna Goc

