Przyłączmy się do protestu
Komisja Misyjna Konferencji Episkopatu Polski proponuje inicjatywę wysyłania pisemnego protestu przeciwko prześladowaniom chrześcijan w Indii
Dzieci i dorośli
Dzieci w Indii świętują swój dzień...
Dorośli (...) ekscytują się wyborami...
Wielką moją radością jest,
że mogę po raz kolejny spędzić kilka tygodni w Jeevodaya
Zapraszamy do grona
MŁODYCH PRZYJACIÓŁ JEEVODAYA
Najbliższe spotkanie
15 listopada 2008 (sobota),
godz.
16.
00
|
|
|
|
|
| Krzyż nad Gangesem |
Współczesne stosunki międzyreligijne w Indii opisuje wieloletni pracownik ambasady polskiej w Delhi,
Krzysztof Dembnicki,
dla polskiego czasopisma.
Podczas drugiej pielgrzymki do Indii papież po wizycie u prezydenta Indii przejeżdżał ulicą Królewską (Rajpatah) w Delhi.
Wzdłuż niej postawiono bambusowe barierki,
co kilkanaście metrów policjant opierał się leniwie na karabinie albo długiej bambusowej pałce używanej do rozpędzania demonstracji.
Coś w tym krajobrazie nie wyglądało jednak tak,
jak powinno - brakowało ludzi towarzyszących Ojcu Świętemu z potrzeby serca czy choćby dla zaspokojenia ciekawości,
nie było widzów,
wiwatujących tłumów.
Czarne limuzyny przemknęły wzdłuż kilkukilometrowej trasy dokładnie wyczyszczonej z ludzi.
Jeśli tym razem wizyta Ojca Świętego w Indiach wzbudziła większe zainteresowanie,
to jego oznaką stały się antychrześcijańskie demonstracje i palenie kukły papieża.
Pojawiły się nawet rozbieżności natury politycznej,
dotyczące sposobu podejmowania dostojnego gościa.
Chrześcijanie (należący głównie do kościołów protestanckich) stanowią zaledwie 2 proc.
mieszkańców tego kraju i nikną w masie hinduistów i muzułmanów.
Zamieszkują przede wszystkim Keralę oraz plemienne stany Orissa,
Bihar i Madhja Pradeś.
Na dalekim północnym wschodzie Indii tworzą nawet lokalną większość religijną.
Nie zmienia to jednak faktu,
że państwo to jest hinduistyczne.
Już od najwcześniejszych kontaktów Europy z tym krajem misjonarze próbowali nawracać Hindusów.
Za czasów pierwszych kolonizatorów portugalskich odbywało się to nierzadko przymusowo.
Wicekról Indii,
admirał Afonso de Albuquerque,
donosił swojemu władcy,
że "wzięto pod miecz 7 tys.
pogan opierających się nawróceniu".
Abbe Dubois,
francuski misjonarz działający w południowych Indiach na początku XIX wieku,
pisał,
że rozczarowanie Hindusów chrześcijaństwem wynikało często z postępowania wiernych sprzecznego z zasadami religii.
Ale nie to było główną przyczyną niechęci do tej wiary.
Kastowa organizacja,
rygorystyczna hierarchia i głęboko zakorzeniona koncepcja nierówności ludzi uniemożliwiały przyjęcie religii opartej na przeciwnych zasadach.
Chrzest nie był w Indiach zwykłą zmianą wyznania - stawał się aktem bohaterstwa,
nierzadko rozpaczy.
Dubois zanotował: "Przyjmujący chrześcijaństwo Hindus musi się liczyć z tym,
że (...) będzie traktowany jako wyrzutek.
Będzie musiał wyrzec się ojcowizny,
prawa do dziedziczenia,
ojca,
matki,
żony,
dzieci i przyjaciół.
Pozostanie zupełnie sam".
Hinduscy władcy dawali jednak misjonarzom zadziwiającą swobodę.
Akbar z dynastii Wielkich Mogołów zaprosił jezuitów na swój dwór i otoczył opieką.
Dżahangir,
inny władca tej dynastii,
był nawet gotów przyjąć chrześcijaństwo,
ale dopiero przekonawszy się,
że Bogu rzeczywiście milsi są chrześcijanie niż muzułmanie.
W tym celu zarządził: "Niech wykopią głęboki dół,
w którym rozpalony zostanie ogień.
Ojciec Atech (jeden z księży obecnych na dworze cesarskim) z Pismem Świętym pod pachą i mułła z Koranem wskoczą do tego dołu,
ja zaś przyjmę wyznanie tego,
którego ogień nie strawi".
Dzięki wspaniałomyślności cesarza do sądu bożego ostatecznie nie doszło i z tego też powodu - jak można sądzić - kontrowersje pozostają wciąż nie rozwiązane.
Niepodległe Indie miały być krajem wszystkich religii,
otwartym na różnorodność światopoglądową
Po opanowaniu Indii pragmatyczni Brytyjczycy nie prowadzili w zasadzie działalności misjonarskiej,
a nawet ustanowili wiele ograniczeń dla bardziej entuzjastycznie nastawionych pod tym względem protestantów.
Niemniej kościoły działały.
Cały czas zakładano szkoły i szpitale.
Najbardziej uciskane klasy społeczne zwracały się do nich w poszukiwaniu sprawiedliwości i ludzkiego traktowania.
Z drugiej strony do Kościoła lgnęły też nieliczne,
ale wpływowe grupy związane z brytyjską władzą.
Dziś czwarta część wszystkich szpitali w Indiach prowadzona jest przez misje,
podobnie jak najlepsze szkoły,
do których uczęszczają również dzieci hinduistycznej elity.
Ideologicznym fundamentem niepodległych Indii było założenie "jedności w wielości".
Miały być krajem wszystkich religii,
otwartym na różnorodność światopoglądową.
To właśnie miało je odróżniać od muzułmańskiego Pakistanu.
Utrzymanie tej koncepcji nie było proste - szczególnie komplikowały się stosunki wyznaniowe między hinduistami i muzułmanami.
Dochodziło do aktów przemocy,
których kulminacją stało się zburzenie przez fanatyków hinduskich meczetu Babri Masdźid w Ajodhii i krwawe starcia w wielu indyjskich miastach.
W Bombaju doszło do regularnej wojny domowej,
w której śmierć poniosło ponad trzysta osób.
Odkąd Indie są niepodległe,
chrześcijanie nie byli szczególnie zagrożoną mniejszością.
Ideałem ruchu niepodległościowego kierowanego przez Indyjski Kongres Narodowy i Mahatmę Gandhiego były Indie otwarte i liberalne.
Nacjonaliści i szowiniści uważali zaś,
że powinny być one przede wszystkim ojczyzną hinduistów.
Chrześcijanie byli tutaj bezpieczni dopóty,
dopóki krajem rządził kongres.
Sytuacja zmieniła się po wyborach w 1998 r.
i dojściu do władzy nacjonalistów z Indyjskiej Partii Ludowej (Bharatiya Janata Party),
która przeszła długą ewolucję,
ale jej korzenie sięgają skrajnych ugrupowań,
takich jak RSS - Narodowa Organizacja Samoobrony.
To nie przypadek,
że prawie cała elita rządzącej obecnie BJP to ludzie wyszkoleni przez RSS.
W Indiach mówi się nawet,
że krajem w istocie rządzi RSS,
a BJP to tylko jej "przybudówka".
Przyjmowanie chrześcijaństwa spotyka się dzisiaj w Indiach ze szczególną niechęcią organizacji nacjonalistycznych,
upatrujących w nim największego zagrożenia dla hinduskiej tożsamości i tradycyjnych struktur społecznych.
O ile konwersja na buddyzm lub sikhizm jest jeszcze do przyjęcia (ortodoksi traktują oba wyznania jako pochodne hinduizmu),
o tyle chrześcijaństwo i islam nie są akceptowane.
Dla indyjskiego nacjonalisty przejście na islam - religię Pakistanu,
czyli największego wroga - jest oczywistą zdradą.
Chrześcijaństwo zaś odrzucane jest z bardziej subtelnych powodów.
Jego wyznawcami byli brytyjscy kolonizatorzy i wielu Hindusom misjonarze - choć dziś są to prawie zawsze obywatele Indii,
urodzeni i wychowani w tym kraju - kojarzą się z czasami kolonialnego podporządkowania.
To religia "pierwszego świata",
który - wedle nacjonalistów - niczego bardziej nie pragnie niż podporządkowania sobie Indii i zgniecenia ich własną cywilizacją.
Czymże jest bowiem - pytają - ekspansja Coca-Coli,
Marlboro,
Kentucky Fried Chicken? Czym globalizacja i domaganie się przestrzegania międzynarodowych umów patentowych?
Niechęć do chrześcijan ma także drugie dno.
Konwersje zagrażają tradycyjnym strukturom - zwłaszcza społeczeństw wiejskich,
w dużym stopniu opartych na dominacji i wykorzystywaniu grup stojących niżej w hierarchii kastowej.
Działalność misyjna - nie tylko duszpasterska,
ale również społeczna - wśród najbardziej upośledzonych warstw uderza w bezkarne kasty dominujące.
Misjonarze katoliccy i protestanccy uświadamiają najbiedniejszym,
że zgodnie z indyjską konstytucją mają prawa obywatelskie,
i pomagają im (często skutecznie) je egzekwować.
- Trzynaście lat pracowałem wśród plemion w dżungli - opowiada ojciec Abraham,
pallotyn ze stanu Madhja Pradeś.
- Najpierw wykopałem we wsi studnię,
później założyliśmy szkołę i tak pierwsze pokolenie w tej wsi nauczyło się czytać i pisać.
Reprezentowałem ich interesy przed lokalną administracją,
kiedy kastowi rolnicy próbowali rugować ich z ziemi.
Byłem nienawidzony i nawet grożono mi śmiercią.
Ale cóż z tego.
Mam przynajmniej taką satysfakcję,
że kiedy przyjeżdżam do wsi swojej pierwszej misji,
to pamiętają mnie tam z wdzięcznością.
Ojcu Abrahamowi (Hindusowi z Kerali) grożono,
australijskiego misjonarza baptystę i jego dwóch nieletnich synów spalono żywcem w zaparkowanym samochodzie.
W małym klasztorze w miejscowości Jhabua w stanie Madhja Pradeś nieznani napastnicy zgwałcili cztery siostry zakonne,
które prowadziły ośrodek zdrowia dla miejscowej ludności.
Vishnu Hari Dalmia,
jeden z przywódców ekstremistycznej indyjskiej organizacji Światowy Związek Hindusów (VHP),
skwitował ten czyn słowami: "Codziennie w każdym zakątku Indii gwałcone są jakieś kobiety i nikt się tym specjalnie nie przejmuje".
Lista napadów,
pobić,
podpaleń kościołów,
obrzucania kamieniami chrześcijańskich szkół i ich uczniów jest długa.
Policja jednak działa opieszale.
Inspirator zamordowania australijskiego misjonarza jest znany,
dziennikarze indyjscy przeprowadzili nawet z nim wywiad,
ale policja "nie potrafi ustalić miejsca jego pobytu".
Za szczególnie brutalnymi atakami na chrześcijan stoją skrajnie szowinistyczne organizacje,
przede wszystkim VHP i jeszcze bardziej od niej ekstremalna Organizacja Hanumana - Bajrang Dal.
Prowadzi ona szkolenia,
w czasie których wpaja się młodym ludziom nienawiść do chrześcijan i muzułmanów oraz uczy ich posługiwania się bronią.
Przywódcy VHP niejednokrotnie pogardliwie i nienawistnie wypowiadali się publicznie o indyjskich chrześcijanach.
Ashok Singhal,
jeden z liderów tej organizacji,
mówił o Matce Teresie z Kalkuty: "Kiedy dowiedziałem się,
że hinduistom trafiającym do aśramy Matki Teresy z Kalkuty i sprzeciwiającym się przyjęciu katolicyzmu robi się przemocą zastrzyki,
po których wariują,
zrodziła się we mnie nienawiść do niej.
Kim jest w rzeczywistości Matka Teresa? To oszustka wspomagająca albańskich terrorystów".
Kilka dni po zamordowaniu australijskiego misjonarza rozmawiałem ze znajomym indyjskim muzułmaninem: "Widzisz - powiedział - teraz biorą się do was.
Świat zachodni milczał,
kiedy mordowano muzułmanów.
Nie protestował,
kiedy szowiniści z VHP zburzyli nasz meczet.
No to wzięli się do chrześcijan".
Krzysztof Dębnicki
Tygodnik "Wprost",
Nr 885 (14 listopada 1999)
|
|