Szukaj:
Menu
AKTUALNOŚCI
„Jeevodaya naszym domem”
VIII Pielgrzymka Pomocników i Przyjaciół Jeevodaya na Jasną Górę
Oni są moi, a ja jestem ich

Helena Pyz w 1Piętrze...

 

Newsletter

Jeśli życzą sobie Państwo otrzymywać zawiadomienia o nowościach w serwisie i informacje związane z naszą działalnością – proszę dopisać adres e-mail do bazy.

Matka trędowatych z Buluby

Dr Wanda Błeńska

W Ugandzie mieszka ok. 80 tys. trędowatych. W szczególny sposób dała się tam poznać polska lekarka, dr Wanda Błeńska, która od 1950 r. opiekuje się trędowatymi. Spośród 400 pacjentów prowadzonej przez nią centralnej stacji leprozyjnej w Bulubie, większość stanowią dzieci i młodzież. 250 pacjentów znajduje się w odległym o 40 km szpitalu w Nyenga. Na terytorium obsługiwanym przez obie placówki znajduje się ok. 100 wiosek trędowatych z 22 tys. chorych. Do niedawna pani Wanda Błeńska była jedyną lekarką. Obecnie pomagają jej: dr Wanda Malczewska i dr Henryk Nowak. W środę przeprowadza się operacje, wtedy pani dr Wanda Błeńska stoi 10-12 godzin przy stole operacyjnym. Operuje oczywiście również i inne dni. Przychodzi późno do domu na spoczynek, często bywa w nocy wzywana do szpitala. Kiedyś zapytał ją hamburski dziennikarz: „Jak można to wytrzymać?" Odpowiedź była krótka: „Świadomość, że możemy pomóc ludziom cierpiącym dodaje sił". Gdy dziennikarz nie był z tej odpowiedzi zadowolony, pani Błeńska dodała, że źródło siły znajduje w modlitwie. Papież Jan XXIII odznaczył ją orderem „Pro Ecclesia et Pontifice". Rycerze Maltańscy, którzy utrzymują szpital w Nyenge, nadali jej Krzyż Joannitów. Prezydent Amin przyznał jej dożywotnie obywatelstwo ugandyjskie. (W. Hoffmann SJ. Uganda, Die katholischen Missionen 98/1979/208).

Miłujemy się wzajemnie, ponieważ
miłość jest z Boga, a każdy kto
miłuje, narodził się z Boga i zna
Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga,
bo Bóg jest miłością (1 J 4,7).

Trąd?!

To słowo budzi lęk i podziw. Lęk przed chorobą, człowiekiem trędowatym i jego losem. Podziw dla służby zdrowia, duszpasterzy, misjonarek i misjonarzy. Zadumę nad wyborem drogi życia w służbie trędowatych. Każdy człowiek ma prawo do szacunku i naszej miłości. Również człowiek dotknięty trądem ma prawo do uznania jego godności osoby ludzkiej, do życia małżeńskiego i rodzinnego szczęścia. Każdy człowiek chory na trąd jest naszym bliźnim. Tymczasem, oto jaką rzeczywistość stwierdza dziennikarz francuski Raoul Follereau odwiedzając leprozoria w 95 krajach świata: „Trędowaci? W dwudziestym wieku istnienia chrześcijaństwa znalazłem ich w więzieniu, między obłąkanymi, zamkniętych na niegościnnych cmentarzyskach albo skoszarowanych na pustyni, otoczonych kolczastymi drutami ze strażniczymi wieżyczkami i karabinami maszynowymi. Trędowaci? Widziałem ich nagich, wyjących, wygłodniałych, zrozpaczonych. Widziałem ich rany rojące się od much, ich cuchnące nory, puste apteki i strażników z karabinami. Widziałem świat niewyobrażalnie pełen boleści i rozpaczy.

Czy to ma trwać nadal?

A jednak są ludzie, którzy pokonują barierę lęku. Budują mosty między światem ludzi zdrowych i chorych na trąd. Tworzą cywilizację miłości. Do takich osób należy dr Wanda Błeńska. Mieszka w Bulubie nad Jeziorem Wiktoria w Ugandzie, w Afryce Wschodniej. Już od trzydziestu trzech lat wiernie służy trędowatym. Jest pierwszą Polką w historii naszego narodu, która jako świecka misjonarka tak długo pracuje na misjach. Jest symbolem apostolstwa ludzi świeckich zaangażowanych w dzieło misyjne Kościoła. Zanim wybiła godzina laikatu w Kościele, uroczyście proklamowana na Soborze Watykańskim II, musiała pokonać wiele trudności i cierpliwie czekać na pełną realizację powołania misyjnego. Ten specjalny i drogocenny dar, ewangeliczny talent, stara się najpełniej rozwinąć na różnych, niełatwych etapach swego życia. Dzięki wytrwałej, systematycznej pracy nad sobą, zdobyła taką dojrzałość charakteru, że cechuje ją stałe otwarcie na potrzeby drugich, duch inicjatywy i umiejętność współpracy w różnych środowiskach. Należy do grona twórców kultury misyjnej i misjologicznej w środowisku akademickim, do prekursorów misyjnej odnowy Kościoła w Polsce.

Nieustannie pogłębiana znajomość trądu, nie tylko teoretycznie, lecz również dzięki tak długiemu doświadczeniu, uczyniła tę Polkę znanym w świecie lekarzem leprologiem. Często otrzymuje zaproszenia na międzynarodowe kongresy, zjazdy, seminaria naukowe. Również w Bulubie chętnie otwiera ulubiony szpital i swój gościnny dom dla wszystkich zainteresowanych leczeniem trędowatych. Zanim udamy się z wizytą do Ugandy, gdzie naszą przewodniczką będzie dr Wanda Marczak - Malczewska spróbujmy znaleźć odpowiedź na kilka pytań: w jaki sposób dr Wanda Błeńska odkryła charyzmat służby ludziom chorym na trąd? Jak starała się przygotować do realizacji powołania misjonarki świeckiej? Kto dziś pomaga jej w tej pracy? Powyższe pytania ukazują zarys szkicu do portretu misjonarki, który chcę przedstawić z okazji zbliżającego się złotego jubileuszu jej pracy lekarskiej.

„Miałam jedno marzenie i silny zamiar zostać lekarką na misjach”

Dnia 30 października 1911 r. przyszła na świat córka Teofila Błeńskiego i Heleny z domu Brunsz. Na chrzcie świętym w Parafii św. Marcina w Poznaniu, w dniu 9 grudnia tegoż roku, otrzymała imię Wanda Maria. Jej rodzicami chrzestnymi byli Wiktoria i Franciszek Błeński z Gdańska. Ojciec Wandy, z zawodu nauczyciel, pochodził z Kociewia, a matka z Kępna. Przy ul. Rycerskiej 21 (dziś F. Ratajczaka) w rodzinnym domu Wandy panowała katolicka i polska atmosfera. Był to czas zaboru pruskiego. Stąd w tej rodzinie szczególnie pielęgnowano język polski nie tylko wśród własnych dzieci, lecz również w całej kamienicy. Podczas trwania lekcji języka polskiego trzeba było uważać, czy nie zbliża się pruska policja, zwana wówczas przez Poznaniaków „pikelhauba", a nazwana tak od noszenia charakterystycznych czapek ze szpicem. W kształtowaniu klimatu w jej domu rodzinnym dużą rolę odgrywała muzyka. Matka grała na fortepianie. Uwielbiała muzykę Chopina. Często również akompaniowała mężowi, który pięknym głosem śpiewał pieśni religijne i patriotyczne. W tej rodzinie książki czytano wspólnie. Ulubioną lekturą były utwory Henryka Sienkiewicza. Teofil był nie tylko nauczycielem, lecz również domowym lekarzem. Zajmował się ziołolecznictwem.

Radosną atmosferę rodzinnego domu przerwała choroba matki. By ratować jej zdrowie, lekarz poradził zmienić mieszkanie. Wówczas rodzina Błeńskich opuściła Poznań i przenosi się do pobliskiego Puszczykowa. Jednak stan zdrowia Heleny nie uległ poprawie. Jej życie powoli gaśnie. Umarła 1 lutego 1913 r. Wanda, wraz z siostrą Janiną i bratem Romanem została półsierotą. Wówczas, w domu rodzinnym zrodziło się jej powołanie lekarsko - misyjne. Wymownym tego świadectwem są jej słowa wypowiedziane podczas Kongresu Papieskich Dzieł Misyjnych w Lyonie w 1972 r.: „Tak daleko jak mogę cofnąć się myślą wstecz, miałam za młodych lat jedno marzenie i silny zamiar zostać lekarką na misjach”.

Pielęgnowała to powołanie uczęszczając do szkoły podstawowej w Poznaniu oraz w latach gimnazjalnych w Toruniu, gdzie zamieszkała z ojcem i bratem. Ojciec Wandy pracował w Kuratorium Okręgu Pomorskiego, a Roman uczęszczał do gimnazjum. Po zdaniu matury studiował prawo na poznańskim uniwersytecie, a uzyskawszy dyplom prawnika podjął pracę w Toruniu, a potem w Poznaniu. Śladami brata podążyła Wanda. W 1920 r. rozpoczęła naukę w Miejskim Gimnazjum Żeńskim. W szkole wyróżniała się pilnością i systematyczną pracą. Była jedną z najlepszych uczennic. Należała do Dzieła Rozkrzewiania Wiary. Rozczytywała się w czasopismach i literaturze misyjnej. Często mówiła do najbliższych koleżanek: „Tak chciałabym pracować w Afryce na misjach". W wolnych chwilach można ją było spotkać wspólnie z ojcem i bratem na spacerach daleko poza miastem. Mając 17 lat, w 1928 r. zdała egzamin dojrzałości. Jej marzeniem były studia na wydziale lekarskim Uniwersytetu Poznańskiego. Zdała egzaminy. Została przyjęta. Może po studiach jako młoda lekarka pojedzie na misje?

„To było dobre przygotowanie do pracy misyjnej”

Znów zamieszkała w rodzinnym Poznaniu. Czas ma wypełniony nie tylko nauką, zdobywaniem wiedzy lekarskiej i poznawaniem ludzkiej osobowości. Troszczy się również o pielęgnowanie swoich zainteresowań misyjnych. Znakomicie pomaga jej w tym zadaniu środowisko młodzieży akademickiej, które wkrótce po „narodzeniu" się Uniwersytetu Poznańskiego rozbudzało ducha misyjnego najpierw w ramach Sodalicji Mariańskiej, a następnie poprzez Akademickie Koło Misjologiczne i Związek Akademickich Kół Misjologicznych w Polsce.

Wraz z rozwojem Uniwersytetu Poznańskiego powstały w nim stowarzyszenia młodzieży akademickiej żeńskiej i męskiej. Wśród nich jako jedna z pierwszych o charakterze ideowo - wychowawczym powstała Sodalicja Mariańska. Z ramienia uczelni opiekę nad działalnością Sodalicji sprawował prof. Stanisław Kasznica (żeńskiej) i prof. Paweł Gantkowski (męskiej).

Od pierwszych lat istnienia sodalicji pielęgnowano w niej ducha misyjnego przez modlitwę i wygłaszanie referatów o działalności polskich misjonarzy, udział w ogólnopolskich i międzynarodowych zjazdach oraz kongresach misyjnych. Inicjatorką i animatorką tych zainteresowań i kontaktów była Kazimiera Berkan. Dzięki jej wysiłkom w Sodalicjach Mariańskich powstały najpierw Sekcje Misyjne, a z nich — pierwsze w Polsce Akademickie Koło Misjologiczne (27.01.1927). Na kuratora tego Koła powołano prof. Adama Wrzoska. Budzeniem idei misyjnej w środowisku studentów poznańskich razem z Kazimierą Berkan trudził się ks. Wojciech Turowski SAC, uczestnik międzynarodowych akademickich kongresów misyjnych w Budapeszcie i Litomierzycach, ks. Józef Prądzyński, pierwszy duszpasterz uniwersytetu poznańskiego, ks. Stefan Abt, pierwszy redaktor „Annales Missiologicae”, ks. Kazimierz Kowalski, delegat Episkopatu do Związku Akademickich Kół Misyjnych w Polsce i ks. Zygmunt Masłowski, opiekun Akademickich Kół Misjologicznych. Protektorem akademickiego ruchu misyjnego był ówczesny Prymas Polski Odrodzonej, Kardynał August Hlond. Z inicjatywy tego środowiska zorganizowano w Poznaniu Międzynarodowy Akademicki Kongres Misyjny (27 IX - 1 X 1927), który stał się kamieniem milowym w dziedzinie współpracy misyjnej Kościoła w Polsce. W związku z tym kongresem powstały także akademickie koła misjologiczne w Krakowie, Lwowie, Wilnie, Warszawie, Lublinie i w Gdańsku. Powołano też do życia Związek Akademickich Kół Misyjnych w Polsce (1 X 1927 r.).

Wanda Błeńska jako studentka medycyny już w pierwszych tygodniach swoich studiów odkryła to misyjne środowisko, pielęgnujące idee Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary, do którego należała w latach gimnazjalnych. Członkowie Akademickiego Koła Misjologicznego byli bowiem równocześnie uczestnikami Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary. Wanda propagowała modlitwę indywidualną i wspólnotową w intencji misyjnego dzieła Kościoła. Najpełniejszym jej wyrazem był pełen udział Koła we Mszy Św. w tych intencjach, w każdą pierwszą niedzielę miesiąca. W lokalu Koła, dzięki jej inicjatywie, odbyła się intronizacja Najświętszego Serca Pana Jezusa i zaprowadzono comiesięczne godziny modlitwy (od 1931 do 1932 r.). Z inicjatywy prof. A. Wrzoska została powołana do życia „sekcja pomocy lekarskiej" (luty 1931 r.). Jej zadaniem było zbieranie leków, narzędzi chirurgicznych, lekarstw, środków opatrunkowych, a następnie wysyłanie ich do polskiej stacji lekarsko - misyjnej w Szun-tehfu w Chinach, założonej i kierowanej przez polskiego lekarza, ks. Wacława Szuniewicza CM. Trudno sobie wyobrazić, by przyszła lekarka trędowatych w pełni nie zaangażowała się w tej pracy. W uznaniu dla jej zasług w Kole powołano ją w skład Zarządu, którego prezesem został wybrany Florian Budniak (8 V 1931).

Już podczas drugiego roku swoich studiów medycznych, Błeńska znana z umiłowania pracy misyjnej w poznańskim środowisku studenckim, na zjeździe delegatów akademickich kół misjologicznych w Krakowie, na wniosek Tadeusza Fedorowicza ze Lwowa została powołana do Głównego Zarządu Związku Akademickich Kół Misyjnych w Polsce (3 XI 1929). W tym środowisku, aż do końca swoich studiów lekarskich, wiernie pełniła służbę w skali ogólnopolskiej oraz w międzynarodowym akademickim ruchu misyjnym. Czynnie brała udział w ogólnopolskich zjazdach misyjnych w Wilnie, Lwowie, Gdańsku, Lublinie, Warszawie... Nie brak jej było również na międzynarodowych kongresach misyjnych, jak np. w Ljubijanie... Podczas tych zjazdów, w wygłaszanych referatach, często wracał temat wyjazdu świeckich katolików, zwłaszcza lekarzy na misje.

Jedną z podstawowych form działalności Związku Akademickich Kół Misyjnych, oprócz pielęgnowania życia wewnętrznego, apostolstwa modlitwy i słowa, budzenia powołań misyjnych i niesienia pomocy materialnej, było studium zagadnień misjologicznych. Wyrazem tego były referaty wygłaszane na zebraniach poszczególnych kół, publikowanie artykułów i recenzji, redagowanie „Annales Missiologicae" — pierwszego w Polsce czasopisma misjologicznego. I w tej pracy wyróżniała się przyszła misjonarka z Buluby. W roku akademickim 1930/31 opracowała np. na podstawie literatury naukowej interesujący referat, poświęcony jednej z wielkich religii niechrześcijańskich, jaką jest hinduizm. Pilnie uczestniczyła w redagowaniu „Annales Missiologicae". Pełniła różne funkcje.

Należy podziwiać, jak ówczesna studentka medycyny potrafiła doskonale zorganizować sobie czas na systematyczne zdobywanie wiedzy lekarskiej, a równocześnie na różnorodne formy zaangażowania misyjnego. Zdaje się, że otrzymała od Boga szczególny dar, charyzmat apostolstwa misyjnego. Dzięki temu z entuzjazmem oddawała się poszczególnym pracom. Zewnętrznym wyrazem uznania ze strony Kościoła za jej wkład w dzieło współpracy misyjnej był dyplom Piusa XI za zasługi dla rozwoju Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary. Otrzymała go równocześnie z Ireną Dobrzycką i Zygmuntem Klupieciem (1932). Podsumowaniem tego okresu są jej słowa: „... mój wkład do „Annales" sięgał od pakowaczki aż do odpowiedzialnego stanowiska wydawcy. Kiedy patrzę na naszą działalność po upływie ponad czterdziestu lat muszę rzeczywiście powiedzieć: to było dobre przygotowanie do pracy misyjnej. Interesujące spostrzeżenia na wysokim poziomie teologów, socjologów i aktywnych sił misyjnych wymagały uwagi i zrozumienia dla przekonań i zwyczajów innych ludów, i tworzyły znakomitą podstawę dla przyszłego życia w Ugandzie, kraju wielu ras i religii...” (1972).

„Bliźniemu trzeba służyć, pomagać, pocieszać. Tak właśnie kazał Chrystus, nie inaczej"

„Po ukończeniu studiów medycznych - powiada dr Błeńska - chciałam wstąpić w szeregi misjonarskie (1934). Ale były trudności. Kobieta musiała albo wyjść za mąż, albo wstąpić do zakonu, aby móc wyjechać na misje. Misjonarze byli przeświadczeni, że żaden świecki, tym bardziej kobieta, nie mógłby podołać trudom życia w warunkach misyjnych. Sytuacja była nieco nienormalna, ponieważ z jednej strony przynależność do zgromadzenia zakonnego zakładała życie mniej lub więcej zamknięte, a z drugiej strony, praca na misjach jak najbardziej stawała w opozycji do takiej formy życia" (1972).

Zanim nadszedł czas upragnionego wyjazdu na misje, rozpoczęła się służba chorym w ojczystym kraju. Młoda, pełna entuzjazmu lekarka oddała się temu posłannictwu z całym zaangażowaniem. Z rodzinnego Poznania powróciła do Torunia. Podjęła pracę w szpitalu. Znów zamieszkała z ojcem i bratem Romanem, wówczas młodym prawnikiem. Jako lekarka służyła dzieciom podczas kolonii w Pucku, zorganizowanych przez Zarząd Okręgu Pomorskiego PCK. Była serdecznie lubiana i kochana przez dzieci. W mieście swojej młodości, lat gimnazjalnych, podjęła również pracę w Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej. Podtrzymywała kontakty z koleżankami z lat szkoły średniej, zwłaszcza z czasów pracy w harcerstwie i działalności w Sodalicji Mariańskiej. Nadszedł dzień 1 września 1939 r. Wybuchła wojna. Została zmobilizowana i przydzielona do szpitala polowego na Helu. Podczas okupacji nadal pracowała w Stacji Sanitarno- Epidemiologicznej. Stała się opiekunem Polaków, których członkowie rodzin zostali aresztowani. Wiele osób zawdzięcza jej życie i do dziś ze wzruszeniem wspomina te dni. Już w 1940 r. zaangażowała się do pracy w tzw. „Batalionach śmierci". Przekazywała polskim żołnierzom, jeńcom w fortach na Glinkach, żywność, bieliznę, korespondencję... Brała również czynny udział w działalności Armii Krajowej w „Gryfie Pomorskim". Była łączniczką. Gromadziła materiały sanitarno-opatrunkowe. Brała udział w szkoleniu nowych członków. Do końca wojny pozostała w konspiracji. Jedna z zaprzyjaźnionych koleżanek wspomina, że „swym patriotyzmem i uśmiechem wewnętrznej dobroci ujarzmiła szefów Niemców w Medizinuntersuchungsamt (Urząd Badań Medycznych)". W trzecim roku okupacji zakończył życie jej ojciec (30 VI 1942). Został pochowany na cmentarzu w Toruniu. Zawsze, gdy jest w Polsce na urlopie, odwiedza groby rodziców i przyjaciół.

Po zakończeniu działań wojennych została pierwszym dyrektorem szpitala na Przedzamczu w Toruniu.

„11 marca 1950 r. wylądowałam w Ugandzie”

Podczas wielu lat pracy lekarskiej ciągle towarzyszyła jej i niepokoiła ją myśl o pracy misyjnej. Do tej szczególnej służby chorym starała się jak najlepiej przygotować nie tylko poprzez coraz bogatszą z roku na rok praktykę lekarską, lecz również przez wytrwałe studium zagadnień medycznych. Już w drugim roku posługi chorym (1936) udała się do Warszawy, by na tamtejszym uniwersytecie studiować bakteriologię. Problematykę chorób tropikalnych pogłębiła podczas pobytu w Liverpool, gdzie w 1948 r. uzyskała dyplom ukończenia studium z medycyny tropikalnej. Nadszedł czas pełnej realizacji marzeń z lat dziecięcych... czas pracy na misjach.

„Po prostu od dziecka, gdy byłam jeszcze w szkole podstawowej, postanowiłam, że będę pracowała na placówce misyjnej i tam będę leczyła chorych. Upłynęło wiele lat, nim moje marzenia stały się realne. Jako osoba świecka i niezamężna nie mogłam w okresie przedwojennym wyjechać na placówkę w Afryce. Potem trudności formalne zostały pokonane i tak 11 marca 1950 r. wylądowałam w Ugandzie”.

Pierwszym miejscem tej pracy w „perle Afryki", jak kiedyś nazywano ten kraj, był Fort Portal. Miasto to jest centrum administracyjnym prowincji zachodniej i stanowi główny ośrodek handlu herbatą, kawą i bananami. Ojcowie Biali zamierzali tu zbudować szpital dla trędowatych. Warto przypomnieć, że właśnie misjonarze z tego zgromadzenia są pionierami ewangelizacji misyjnej w Ugandzie. Pierwsi Ojcowie Biali przybyli nad Jezioro Wiktoria, zwane w języku miejscowym Ukerewe, w okolicy Entebbe, 11 lutego 1879 r. Był to ks. Szymon Lourdel i brat zakonny Amans Delmas. Już pierwsi misjonarze wraz z przepowiadaniem Słowa Bożego i zakładaniem rodzimego Kościoła, zaczęli organizować służbę zdrowia w Nabulagala i Balukolongo. Pierwsze szpitale otwarł Kościół katolicki na początku XX wieku w Nsambii, Rubaga i Kisubi.

„Służę im, bo po prostu kocham swoich chorych”

Gdy po roku pracy lekarskiej w Port Portal nie podjęto budowy ośrodka leczenia ludzi chorych na trąd (nie uczyniono tego zresztą do dziś), dr W. Błeńska udała się do Buluby, położonej nad Jeziorem Wiktoria. Jest to największe jezioro w Afryce, które odkrył angielski podróżnik J. H. Speke w sierpniu 1858 r. Jezioro to ma 68 800 km2 i leży na wysokości 1000-1500 m n.p.m.

W tym samym roku, gdy dr W. Błeńska uzyskała dyplom lekarski, właśnie tu w Bulubie zostało założone osiedle dla trędowatych (1934), a dwa lata wcześniej w Neyendze, z inicjatywy Sióstr Franciszkanek z Irlandii.

Miałem szczęście poznać obie te placówki. Chciałbym wrócić do tych niezapomnianych dni. Punktualnie o godz. 6.45, serdecznie żegnani przez polskich misjonarzy, księży Pallotynów w Kigali, stolicy Rwandy, lecimy samolotem przez Bujumburę do Entebbe, dawnej stolicy Ugandy. To miasto, położone na północnym wybrzeżu Jez. Wiktoria, jest portem rzecznym i największym międzynarodowym portem lotniczym. Samolot szczęśliwie wylądował. Udajemy się do portu lotniczego. Czekamy na odprawę celną, paszportową, bagaże. Okazało się, że mój bagaż zaginął. Na ratunek przychodzi dr Wanda Marczak - Malczewska, która jest naszym przewodnikiem po Ugandzie. Dzięki niej możemy w krótkim czasie poznać bardzo wiele, a zwłaszcza środowisko życia i posługi trędowatym dr Wandy Bleńskiej, przebywającej w tym czasie na urlopie w Polsce. (Dr Wanda Marczak po studiach w Akademii Medycznej w Krakowie przybyła w 1969 r. do Ugandy i podjęła pracę w Miale, a od 1975 r. pracuje w Neyendze i Bulubie).

W Burundii, Rwandzie i Zairze wiele osób nie radziło nam jechać do Ugandy z powodu niepokoju w tym kraju. Wkrótce przekonaliśmy się, że mieli dużo racji. Z Entebbe samochodem z napisem „St. Francis Leprosy Centre of Buluba" udajemy się szosą asfaltową w kierunku Kampali. W niewielkiej odległości od Entebbe zatrzymuje nas posterunek wojskowy. Kontrola dokumentów, bagaży. Przeprowadzają ją żołnierze z bronią maszynową. Modlimy się. W pewnym momencie dr Malczewska mówi do nas w języku polskim: „Zdaje się, że wszystko nam zabiorą!" Rzeczywiście następuje kontrola zawartości walizek. Przychodzi mi myśl: „Pozdrów żołnierzy w języku ki-suahili. Mówię: „hu-jambo". Uśmiech na twarzy kontrolujących. Może przypomniał się im rodzinny dom, matka... Bagaże możemy włożyć do samochodu. Szczęśliwi jedziemy przez stolicę Ugandy do Neyenga. Po drodze podziwiamy wspaniały wodospad, źródła Nilu...

Siostry Franciszkanki w Neyenga witają nas uśmiechem i obiadem. Wokół domu kwitną wspaniale kwiaty. Msza św. w kaplicy z udziałem sióstr. Wieczorna rozmowa z dr Malczewską. Przekazujemy jej serdeczne pozdrowienia z Ojczyzny, od dr Błeńskiej i Janiny Paskowej. Informujemy o przywiezionych lekarstwach. Natychmiast się nimi zainteresowała. Przegląda je. Z radością znajduje jedno z najbardziej potrzebnych. Zaraz udaje się na oddział szpitalny i podaje lekarstwo małemu chłopcu. Nazajutrz pokazuje pacjenta, któremu przywieziony lek uratował życie.

Odwiedzamy szpital i cały ośrodek trędowatych. Podziwiamy niewidomych, mieszkających w małych domkach, gdzie prowadzą niemal pustelnicze życie. Trędowaci, często bez palców u rąk, za pomocą języka i ust wykonują wspaniałe hafty. Inni szyją odzież, robią różnorodne przedmioty codziennego użytku. Dzieci w szkole są bardzo radosne. Wykonują piękny afrykański taniec wojenny. Przeżywają radość życia, jak wszystkie dzieci świata. Jeszcze nie są świadome swej choroby. Przed kościołem po Mszy św. dla dzieci rozmawiamy z sędziwym misjonarzem. Ojcem Białym.

„Tylko ci, którzy ich kochają, mogą pracować wśród trędowatych”

Nadchodzi czas odjazdu do Buluby. Dr Malczewska po odwiedzeniu wszystkich chorych i spełnieniu swej służby lekarskiej spokojnie może jechać. Wdzięczni za gościnność żegnamy sędziwe siostry. Jedziemy w kierunku Jinji. Podziwiamy piękno przyrody. Wreszcie jest napis: „Welcome to Buluba". Znów serdeczne powitanie sióstr, spotkanych po drodze chorych... Buluba leży w okręgu Busoga. Jest jednym, ale nie jedynym ośrodkiem leczenia trędowatych. Do tego centrum należy szpital, osiedle dla pacjentów, poradnia dla matek, szkoła asystentów medycznych (leprosy assistent), stolarnia, warsztat krawiecki, gospodarstwo rolne, szkoła, apteka, kościół... Konwent Sióstr Franciszkanek i mieszkania personelu lekarskiego są położone najbliżej jeziora. Prowadzi do nich aleja pięknie kwitnących drzew dżakarandy. W otoczeniu krzewów i kwiatów stoi dom dr Błońskiej. Składa się z dwóch pokoi, kuchni, łazienki, werandy. Wchodzących do mieszkania wita obraz Matki Bożej Częstochowskiej w ramie z brzozowej kory. Tu zamieszkałem z druhem afrykańskiej wyprawy, mgr A. Kujathem. Podziwiam prostotę i piękno przytulnego wnętrza, bogatą bibliotekę... Najbardziej zainteresował mnie księgozbiór. Chyba najwięcej jest książek i czasopism poświęconych medycynie, zwłaszcza leczeniu chorych na trąd. Znajdują się również książki z dziedziny teologii, religioznawstwa, filozofii, malarstwa, beletrystyki... Klasyczne dzieła z teologii życia wewnętrznego. Tutaj, po dniu wypełnionym pracą, trwającą często 10-12 godzin, znajduje lekarka trędowatych chwilę czasu na modlitwę, odpoczynek, a zarazem pogłębienie swej bogatej osobowości. Idziemy do kaplicy sióstr na adorację Najświętszego Sakramentu. Pan A. Kujath modli się na klęczniku dr Błońskiej. Otwiera książeczkę z nowenną do miłosierdzia Bożego. Na pierwszej stronicy znajduje ręcznie napisane przez misjonarkę Chrystusowej miłości słowa modlitwy:

Duchu Święty, natchnij mnie,
Miłości Boża, pochłoń mnie,
Na właściwą drogę, zaprowadź mnie,
Maryjo Matko, spojrzyj na mnie,
Z Jezusem, błogosław mnie.
Od wszelkiego złego,
Od wszelkiego złudzenia,
Od wszelkiego niebezpieczeństwa,
Zachowaj mnie.

Potem, mijając po drodze matki z dziećmi i wielu chorych, idziemy do szpitala. Odwiedzamy chorych na trąd... Kto potrafi opisać te przeżycia?! Zwiedzamy gabinet lekarski dr Błońskiej, następnie salę operacyjną. Na głównej ścianie znajduje się obraz Matki Bożej Częstochowskiej, Matki Dobrej Rady i Pięknej Miłości. Z okna widok na kwiaty oraz taflę wody Ukerewe. Idziemy do apteki, którą prowadzi jedna z sióstr.

W cieniu drzewa dzieci mają lekcje szkolne. Właśnie zakończyły naukę. Wesołe biegną do budynku szkolnego. Nieśmiało spoglądają na „białych" przybyszów. Chcemy się z nimi spotkać. Pozdrawiamy je w języku ki-suahili. Natychmiast się zbliżają. Mówią swoje imiona. Śpiewają na głosy pieśni religijnej.

W pobliżu znajduje się oddział dziecięcy. Przed budynkiem wiele matek i ojców. Już oczekują na przyjście lekarki. Z niezwykłym wzruszeniem patrzymy na chore dzieci. Ciągle mam w oczach obraz matki, ojca, którzy na rękach trzymają swoje dzieci mające 3-5 lat. Z powodu niedożywienia ich skóra jest odbarwiona, duży brzuch, rany, smutne oczy... Rodzice z pełnym zaufaniem powierzają swe pociechy Pani Doktor. Mają nadzieję, że uczyni niemal „cud" i uratuje ich życie. Potem, pełni zadumy udajemy się nad jezioro. Ukerewe dziś, dzięki pompie i rurociągom, dostarcza wody do szpitala i osiedla. Kiedyś trzeba było ją po prostu dźwigać. W duchu rozważam słowa Chrystusa: „Byłem głodny, a daliście mi jeść" (Mt 25,35) i Soboru Watykańskiego II: „Ponieważ tylu ludzi na świecie cierpi głód. Sobór święty przynagla wszystkich, tak jednostki, jak i piastujących władzę, by pamiętni na zdanie Ojców: „Nakarm umierającego z głodu, bo jeżeli nie nakarmiłeś go, zabiłeś", naprawdę dzielili się w miarę swoich możliwości i nie szczędzili wydatków, udzielając jednostkom i narodom przede wszystkim takiej pomocy, dzięki której mogłyby zaradzić swoim potrzebom i wejść na drogę rozwoju" (KDK 69). Ktokolwiek przybędzie do Buluby, witany jest uśmiechem i sercem bo jest to miejsce modlitwy i służby trędowatym, miejsce opieki i miłości bliźniego, miejsce wiary i zaufania do Boga, miejsce zdecydowanej woli i pomocy każdemu człowiekowi...

„Marzę o polskim lekarzu, który przybyłby tu nie z wizytą, ale tak, aby kiedyś przejąć po mnie robotę”

Tu, w Bulubie, już 33 lata pracuje dr Błeńska. Przez 17 lat sama jako lekarka obsługiwała chorych na trąd w rejonie Busoga. Zwykle dwa tygodnie służyła chorym w Bulubie, a jeden tydzień w Neyenga. Pracę utrudniał brak prądu elektrycznego, trudne warunki komunikacyjne, a przede wszystkim brak prawdziwego szpitala i personelu służby zdrowia. Lekarka z Poznania, z niezwykłą energią i zapałem, nie zrażając się trudnościami, starała się cierpliwie w sposób integralny zorganizować opiekę dla trędowatych.

Nie tylko z niezwykłym entuzjazmem służyła chorym, ale prowadziła też badania naukowe. Stanęła przy stole operacyjnym. Przeprowadzała amputacje „ciężkie piłowanie". Dokonywała koronkowych plastycznych operacji oka. Jej pragnieniem było wykształcić rodzimych współpracowników medycznych dla wielu chorych poza Bulubą, Neyenga, by pacjenci nie mieli dalszej drogi po lekarstwa niż 5 km. W związku z tym szpital w Bulubie od 1956 r. stał się ośrodkiem szkoleniowym średniego personelu medycznego. Nauka dla asystentów medycznych (leprosy assistent) trwa dwa lata. Zorganizowała również roczne kursy dla pielęgniarek. Dzięki temu można było do 1968 r. utworzyć 36 filii i podstacji ośrodka centralnego, a obecnie jest ich już 76. Zadaniem asystentów medycznych jest nie tylko pomoc dla trędowatych, lecz również wyszukiwanie ich w terenie, zwłaszcza chorych dzieci. Bulubą kształci asystentów medycznych dla Busogi, całej Ugandy, a także Kenii, Tanzanii, Burundi... W 1966 r. dr Błeńska podjęła wykłady z dziedziny trądu na Wydziale Medycznym Uniwersytetu w Kampala, a od 1969 r. studenci medycyny przyjeżdżają na praktykę do Buluby.

W realizacji tych różnorodnych inicjatyw przychodzą z pomocą rodacy. Najpierw przyjechała do Buluby, wspomniana już, rodzona siostra dr Błońskiej, Janina Paskowa z Poznania. W szkole podjęła lekcje z historii, języka angielskiego, prowadziła bibliotekę... Przepracowała tu prawie 7 lat. W 1966 r. przybyła do pomocy torunianka, Janina Bartkiewicz. Z niezwykłą umiejętnością zorganizowała pracownię ortopedyczną. Wykonywała buty, protezy podkolanowe, prowadziła ćwiczenia rehabilitacyjne. Współpracowała w szkoleniu asystentów medycznych i studentów. Popularnie zwana „Miss Janina", przez dziesięć lat z sercem służyła trędowatym († 9 IX 1975). Do Buluby przybywają również polscy lekarze. Najpierw Bohdan Kozłowski z Poznania, który przez kilka lat pracował w Neyenga. Potem wspomniana już dr Wanda Marczak - Malczewska, a następnie Elżbieta Kołakowska (1970), która postanowiła pozostać tam na zawsze i dotychczas wiernie pełni swą służbę. W 1977 r. pojechał do polskiego teamu lekarz Henryk Nowak z Bytomia, absolwent Śląskiej Akademii Medycznej. Podczas naszego pobytu pełnił dyżur nocny.

Marzenia dr Błeńskiej o pozyskaniu lekarzy do pracy wśród trędowatych przeszły jej oczekiwania. Oto przed paru laty zgłosił się pierwszy rodzimy lekarz Ugandczyk, Józef Kawu- ma, który przez swoją „szefową", podobnie jak i polscy lekarze, został wprowadzony w tajniki leczenia trędowatych i już z pełnym zaangażowaniem oddaje się tej pracy. Słusznie dr Błeńską nazwano MATKĄ TRĘDOWATYCH.

„Tobie, Panie zaufałem”

Lekarka z Grodu Przemysława, z okazji pierwszego pełnego uczestniczenia we Mszy Św. otrzymała w darze pierścionek. Podarował go jej ojciec chrzestny, Franciszek Błeński z Gdańska, z zawodu złotnik. Z biegiem lat pierścionek ten bardzo się zużył. Wówczas pewien jubiler. Hindus w Ugandzie, naprawił go. Co więcej? Na życzenie Matki Trędowatych zrobił dziesięć charakterystycznych cięć, symbolizujących 10 „Zdrowaś Maryjo". Podczas urlopu w Poznaniu pewien grawer wypisał słowa „In Te confido" zaczerpnięte z Psalmu 25. Po powrocie do Ugandy biskup pobłogosławił ten pierścionek-różaniec, z którym misjonarka nigdy się nie rozstaje. W Afryce noszenie poświęconych różańców jest dość powszechnym zwyczajem. Jest to znak oddania się Bogu.

Dar Ojca chrzestnego podarowany w dniu l Komunii Św. wraz z tekstem biblijnym nabrał głębokiej wymowy religijnej. Przypomina przymierze zawarte z Bogiem na Chrzcie Św. i włączenie do Kościoła pielgrzymującego, który z natury swojej jest misyjny. Znak ten przypomina również prawo chrześcijanina do pełnego udziału we Mszy Św., która jest „źródłem i szczytem całego życia chrześcijańskiego" (KK 11). Różaniec ten jest znakiem nieustannej pamięci o Matce Chrystusa, Odkupiciela każdego człowieka. Wyryte słowa są wyrazem wiary, ufności i modlitwy o opiekę Bożą wśród niebezpieczeństw codziennego życia. Wydaje się, że te słowa są dewizą życia tej misjonarki Chrystusowej miłości wśród trędowatych. Podejmując różnorodne zadania życiowe, odczuwa ona potrzebę oparcia całego życia na Bogu. W duchu żywej, pokornej wiary złożyła w Nim całą swą nadzieję. Z okazji zbliżającego się złotego jubileuszu służby lekarskiej dr Wandy Błońskiej, i 50-lecia placówki poświęconej leczeniu trędowatych w Bulubie złóżmy wszystkim Siostrom Franciszkankom, Księdzu Kapelanowi, Lekarzom, Pielęgniarkom i Chorym dar modlitwy słowami Psalmu 25,1-6 w tłumaczeniu Czesława Miłosza:

Do Ciebie, Panie, duszę moją podnoszę.
Boże mój. Tobie ufam.
Obym nie był zawstydzony,
Oby nie triumfowali wrogowie moi nade mną.
Oby nikt z tych, którzy Tobie ufają,
Nie był zawstydzony, ale niech będą
zawstydzeni bezmyślnie wiarołomni,
Wskaż mi drogi Twoje, Panie,
I ścieżek Twoich mnie naucz.
Prowadź mnie w prawdzie Twojej i nauczaj,
Albowiem Ty jesteś Bóg mego zbawienia.
Do Ciebie tęsknię dzień cały.
Wspomnij na zamiłowanie Twoje, Panie,
I na łaski Twoje, które są od wieków.

*  Tekst autorstwa ks. Amrożego Andrzejaka, ukazał się w dwumiesięczniku „Misyjne drogi" (nr 4/1983).

© 2007 Jeevodaya
Projekt & cms: www.zaler.pl
Instytut Prymasa Wyszyńskiego
Sekretariat Misyjny Jeevodaya

ul. Młodnicka 34, 04-239 Warszawa
PLN 16 1020 1097 0000 7102 0004 8736
EUR 74 1020 1097 0000 7302 0124 1082