26 sierpnia 100. rocznica urodzin
założycielki Misjonarek Miłości – bł.
Matki Teresy z Kalkuty.
Kolejna rocznica
Minęły 23 lata od śmierci ks.
dr Adama Wiśniewskiego SAC
Warsztaty Misyjne dla katechetów
Azja bliższa niż myślisz
1-3 października 2010 r.
|
|
|
|
|
| Apostoł Trędowatych wyniesiony na ołtarze |

Dnia 11 października w Rzymie odbyła się kanonizacja bł.
o.
Damiana de Veuster.
O tym szczególnym wydarzeniu – dla Kościoła katolickiego oraz dla najbiedniejszych z biednych całego świata – warto napisać kilka słów: dlaczego powinniśmy o nim pamiętać.
O.
Damian,
właściwie Joseph de Veuster,
był z pochodzenia Belgiem.
Urodził się w 1840 roku w małej wsi Tremelo.
Zgodnie z życzeniem ojca miał przejąć rodzinną farmę.
Joseph – wzorem starszego brata – wybrał jednak stan duchowny.
Wstąpił do Zgromadzenia Najświętszych Serc Jezusa i Maryi w Leuven,
przyjmując imię Damian.
Zafascynowany pracą misyjną wyjechał na Hawaje,
gdzie w 1864 roku przyjął święcenia kapłańskie.
Kiedy tamtejszy biskup zachęcał duchownych do wyjazdu do kolonii dla trędowatych na wyspie Molokai,
o.
Damian nie zwlekał z odpowiedzią.
Trafił na wyspę w 1873 roku.
Miał zostać kilka miesięcy,
ale szybko zrozumiał,
że tam jest jego miejsce.
Całą duszą i ciałem poświęcił się pracy misyjnej wśród swoich nowych „parafian”.
Trędowaci byli przymusowo wysyłani na Molokai.
W tym czasie trąd był chorobą nieuleczalną.
Nie było odpowiednich leków,
a wiedza na temat dróg zakażenia i rozwoju choroby była znikoma.
Zesłanie na wyspę Molokai było równoznaczne ze skazaniem na śmierć.
Choroba wyniszczała organizm,
a ponadto nie dostarczano chorym wystarczającej ilości jedzenia,
co zmniejszało ich szanse na życie.
O.
Damian wziął sprawy w swoje ręce.
Zaczął organizować życie trędowatym.
Nie mógł wprawdzie ich leczyć,
nie stawiał diagnozy,
gdyż nie był lekarzem,
ale jego rola była nieoceniona wśród tej społeczności.
Swoją dobrocią i poświęceniem dawał żywe świadectwo na istnienie Boga.
Jako kapłan,
przyjaciel,
doradca – pocieszał i przynosił nadzieję.
Był dla nich autorytetem w wielu sprawach – uczył,
jak uprawiać ziemię,
budować domy,
nawet jak grzebać zmarłych.
Częściowo też rekompensował im utracone więzi społeczne – przybył przecież spoza ich świata – świata odrażających ran,
infekcji,
wybroczyn na skórze,
nacieków trądowych.
Do czasu.
Po latach pracy na wyspie sam zachorował.
Stał się jednym z nich – trędowatym wśród trędowatych.
Umarł w 1889 roku na Molokai.
Dzięki jego gorliwej pracy oczy świata zwróciły się na problemy trędowatych.
Kanonizacja o.
Damiana przypomina nam,
że tacy ludzie – odizolowani i odrzuceni – nadal żyją wśród nas,
że potrzebują pomocy,
że trzeba im służyć.
To właśnie ks.
Adam Wiśniewski,
założyciel Jeevodaya,
po przeczytaniu książkę o życiu o.
Damiana,
zachwycił się jego pracą.
Zapragnął go naśladować i pomagać najbiedniejszym z biednych.
„Niech wstawiennictwo Matki Bożej i Apostoła Trędowatych wyzwoli świat od trądu,
sprawi,
abyśmy przyjmowali miłość Boga i obdarzy nas entuzjazmem i radością na służbie naszym braciom i siostrom” – powiedział Ojciec Święty podczas modlitwy Anioł Pański po kanonizacji.
Agata Karpowicz
|
|