 W czwartek,
25 stycznia w warszawskiej klubokawiarni „Mam ochotę” odbyła się debata: „Czy w XXI wieku Europa musi walczyć z trądem?”. To wspólna inicjatywa Pallotyńskiej Fundacji Misyjnej Salvatti.pl i Sekretariatu Misyjnego Jeevodaya. Okazją do zorganizowania tego spotkania jest zbliżający się 58.
Światowy Dzień Chorych na Trąd,
który w tym roku przypada na 30 stycznia (ostatnia niedziela stycznia).
Psycholog Anna Sułkowska reprezentująca Sekretariat Misyjny Jeevodaya podczas debaty skoncentrowała się głównie na zagadnieniach społecznych związanych z trądem.
Korzystając z własnego doświadczenia – dziewięciu pobytów w Ośrodku Rehabilitacji Trędowatych Jeevodaya i tego,
co widziała podczas odwiedzin kolonii w Puri,
Champie,
Raipurze i Rajim,
mówiła o sytuacji osób trędowatych w Indiach.
- W społeczności,
w której rządzi system kastowy,
trąd wyklucza poza życie społeczne.
Człowiek trędowaty to persona non grata,
ktoś,
kogo być nie powinno.
Nie ma dla niego miejsca ani w rodzinie,
ani tym bardziej w wiosce.
Żyją z tego,
co uda im się wyżebrać na bazarach,
przy świątyniach,
w pociągach. Mówiła również o powszechnym strachu przed chorymi,
jaki panuje w społeczeństwie – nie tylko wśród ludzi z tego samego domu i tej samej wioski,
ale też w przychodni publicznej czy w szkole.
O tym,
że bezpłatnie korzystają oni z kolei indyjskiej zapewne tylko dlatego,
że konduktor nie dotknąłby biletu,
który trzymał w swym dłoniach trędowaty.
Anna Sułkowska mocno akcentowała potrzebę uświadamiani Europejczyków,
że ta choroba istnieje,
jak również edukowania tamtejszych społeczności,
by potrafili prawidłowo reagować w sytuacji,
kiedy odkryją pierwsze plamy trądowe.
- Ideą Ośrodka jest przywracanie godności.
Żeby ci ludzie nauczyli się ani nie ukrywać swoich dłoni,
ani nie eksponować w sposób żebraczy - opowiadała również o tym,
jak wygląda pomoc medyczna i społeczna w Jeevodaya,
w którym od ponad 20 lat pracuje dr Helena Pyz.
– Trąd atakuje,
ale nie zabija - tłumaczyła specyfikę choroby.
Wskazywała też na istnienie mitów europejskich,
czego przykładem jest między innymi powielanie błędnych informacjach na temat leczenia trądu w różnych publikacjach i stronach internetowych.
- Nie możemy żyć tylko bezpiecznie,
między sobą.
Doświadczenia Ośrodka i Sekretariatu pokazują nam,
dlaczego mamy pomagać.
Bo to daje korzyść nam.
O tym mogą powiedzieć ofiarodawcy akcji Adopcji Serca czy wolontariusze,
którzy tam pojechali i Jeevodaya skradło im serce - zaapelowała do zebranych w klubokawiarni.
Dr Kazimierz Szałata,
filozof,
etyk,
prezes Fundacji Polskiej Raoula Follereau,
rozpatrywał problem trądu przez pryzmat działań politycznych i medialnych.
Wiele uwagi poświęcił problemowi statystyk,
które bardzo często nie odzwierciedlają rzeczywistości,
ale mogą być wygodne z punktu widzenia polityki.
Podkreślał także potrzebę przebicia się w mediach z niezbyt powszechną,
acz ważką problematyką trądu.
W swojej wypowiedzi nawiązywał do osoby Raoula Follereau – francuskiego pisarza i podróżnika,
który bardzo wiele zdziałał na rzecz walki z trądem.
- Follereau powiedział,
że gdyby każde z mocarstw ( a było to w czasie zimnej wojny) dało na ten cel równowartość ceny jednego bombowca,
to dałoby się wyleczyć wszystkich trędowatych na świecie.
W opozycji do krajów,
w których obecność misjonarzy działających na rzecz trędowatych jest jedynie tolerowana,
Dr Szałata podał przykład Mali,
które jako jedyne państwo całkowicie wyeliminowało tę chorobę.
W ramach rządowego programu walki z trądem w całym państwie przeprowadzono działania edukacyjne w szkołach.
- Przy Ministerstwie Zdrowia jest cały Departament do Spraw Trądu.
W każdym województwie są koordynatorzy,
istnieją misje wspierane przez państwo,
w szkołach jest rozwinięty system profilaktyki. Mówił również o międzynarodowych zasługach unii fundacji Follereau,
dzięki którym na całym świecie zostało wyleczonych 14 mln trędowatych.
Przywoływał też przykład Luksemburga,
który jako jedyny kraj europejski reaguje na problem trądu.
– Każdego roku z budżetu państwa jest przeznaczana dotacja na rzecz trędowatych.
W debacie nie zabrakło także „głosu” z dziedziny medycyny.
Dr hab.
med.
Anna Doboszyńska,
profesor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego,
mówiła o tym,
jak rozpoznaje się chorobę i w jaki sposób rozwija się nieleczony trąd.
Akcentowała także konieczność wczesnego rozpoznania choroby,
regularnego i prawidłowego leczenia.
Przypomniała o tym,
że jeszcze w średniowieczu trąd występował na terenie Europy,
także w Polsce.
- Dowodem na to jest budynek leprozorium,
który do dzisiaj stoi w Poznaniu. Lekarka wspomniała również o ostatnim ośrodku dla trędowatych Europie,
który znajduje się w Rumunii.
Mieszkają w nim osoby wyleczone,
ale okaleczone przez trąd.
W okresie wakacyjnym w 2010 roku dr Doboszyńska organizowała praktyki medyczne w Ośrodku Jeevodaya dla studentów z Polski.- Chodziło o poszerzenie horyzontów,
a także pokazanie młodym ludziom,
jak można żyć,
nie mając nic.
Brałyśmy udział w codziennych przyjęciach pacjentów w przychodni.
Zobaczyłam po raz pierwszy chorych na trąd – i leczonych,
i tych,
co zgłaszali się z nierozpoznaną jeszcze chorobą(…) Leczenie chorych w przypadku dr Heleny polega na tym,
że ona żyje wśród nich,
że pracuje z nimi – podzieliła się swoim indyjskim doświadczeniem.
Chociaż spotkanie było raczej kameralne,
podczas debaty pojawiło się wiele pytań z sali: Jakie badania można zrobić,
zanim ukażą się te zmiany zewnętrzne? Czy jest wielu trędowatych w Europie? Czy można mówić o podłożu genetycznym trądu? Czy trąd występuje tylko w ciepłym klimacie? Czy można zarazić się przez dotyk? Świadczy to nie tylko o zainteresowaniu problematyką trądu,
ale także o braku pełnej i rzetelnej informacji na ten temat.
Niewątpliwie takie inicjatywy,
jak wtorkowa debata,
są bardzo potrzebne. Dają nam możliwość nawiązania współpracy z innymi środowiskami działającymi na rzecz trędowatych.
Ponadto uświadamiają nam,
że w czasach globalizacji i nasilonych migracji ludności problem trądu dotyczy również nas,
mieszkańców rozwiniętego Zachodu.
Pokazują również,
że skuteczna pomoc trędowatym to nie tylko wysłanie dolarów czy euro za granicę,
ale podnoszenie świadomości w zakresie dbania o higienę,
zapewnienie chorym opieki medycznej,
a w szczególności rozwinięcie sfery socjalnej.
|