26 sierpnia 100. rocznica urodzin
założycielki Misjonarek Miłości – bł.
Matki Teresy z Kalkuty.
Kolejna rocznica
Minęły 23 lata od śmierci ks.
dr Adama Wiśniewskiego SAC
Warsztaty Misyjne dla katechetów
Azja bliższa niż myślisz
1-3 października 2010 r.
|
|
|
|
|
| 100-lecie urodzin |
25.08.2010
Jutro,
26 sierpnia przypada 100.
rocznica urodzin założycielki Misjonarek Miłości – bł.
Matki Teresy z Kalkuty.
Rocznica ta będzie obchodzona w wielu miejscach na świecie: w Kalkucie,
w Rzymie,
w miejscu urodzenia w Skopje,
wszędzie tam gdzie pracują duchowe dzieci matki Teresy: siostry i bracia miłosierdzia.
Rząd Indii ogłosił ten dzień Krajowym Dniem Dzieci Osieroconych oraz zaapelował do Organizacji Narodów Zjednoczonych,
by 26 sierpnia stał się Światowym Dniem Sierot.
Miałoby to zwrócić uwagę opinii publicznej na dramatyczną sytuację dzieci w wielu zakątkach globu.
Urodziny Matki Teresy,
która należy do najbardziej popularnych osobistości Indii,
zostaną uczczone w tym kraju także przez wydanie specjalnej monety z wizerunkiem błogosławionej. W archidiecezji Kalkuty odbywa się modlitewna nowenna oraz cykl spotkań,
którym towarzyszy wędrowna wystawa poświęcona życiu i przesłaniu założycielki Misjonarek Miłości.
Błogosławiona Matka Teresa,
a właściwie Agnes Gonxha Bojaxhiu,
urodziła się 26 sierpnia 1910 roku w Skopje,
w dzisiejszej Macedonii,
w rodzinie albańskiej.
W wieku 18 lat trafiła do zgromadzenia sióstr Loretanek i wyjechała do Indii.
W 1937 roku złożyła śluby wieczyste przyjmując imię Teresa.
Po zetknięciu się ze skrajną biedą w Kalkucie postanowiła założyć nowy instytut zakonny,
którego zadaniem miała być opieka nad najbardziej potrzebującymi i odrzuconymi przez społeczeństwo.
Zgromadzenie Misjonarek Miłości powstało w 1950 roku,
gdzie Teresa zamieniła habit na sari,
tradycyjny strój hinduski.
W 1979 roku otrzymała pokojową Nagrodę Nobla za działalność na rzecz najuboższych.
W opinii świętości zmarła na zawał serca w domu macierzystym Misjonarek w Kalkucie 5 września 1997 roku.
Matkę Teresę beatyfikował papież Jan Paweł II 19 października 2003 roku w 25.
rocznicę swojego pontyfikatu.
(AS)
|
| Kolejna rocznica |
1.08.2010
Minęły 23 lata od śmierci ks.
dr Adama Wiśniewskiego SAC.
Wzorem lat poprzednich,
poza wspólną modlitwą przy grobie Założyciela Jeevodaya i Mszą św.,
uczciliśmy ten dzień akcją sadzenia drzew.
Na szczęście kilka dni wcześniej zaczęły padać regularne deszcze monsunowe,
ufajmy,
że ta praca zaowocuje bujną zielenią naszego terenu.
Po raz pierwszy modliliśmy się o pokój wieczny dla obojga Założycieli: ks.
Adama i s.
Barbary.
Tego samego dnia odbyliśmy coroczne walne zebranie członków Stowarzyszenia „Jeevodaya”.
Dziś natomiast były pierwsze odwiedziny rodzin naszych podopiecznych.
Jak co roku kilkoro naszych nowoprzyjętych dzieci ma trudności z przystosowaniem do regulaminu Ośrodka.
Odwiedziny najbliższych często przynoszą ulgę w przeżywaniu rozstania,
ale też przypominają naocznie utracone przywileje domowego życia.
Tak też i tym razem jedna z dziewczynek postanowiła wrócić do domu i niczym nie zdołaliśmy jej przekonać do pozostania.
Również jedna z kandydatek na pielęgniarkę,
tegoroczna maturzystka,
zrażona pierwszymi trudnościami,
postanowiła wrócić do domu,
nie chce skorzystać z szansy zdobycia dobrego zawodu.
Obecnie przebywa u nas już druga grupa wolontariuszy z Polski.
Medycy uczestniczą w pracy w przychodni i podejmują samodzielne zadania.
Podczas badań profilaktycznych mają możliwość zdobycia umiejętności badania dzieci i dorosłych,
poznają technikę badania w kierunku trądu,
doświadczenie w wykrywaniu różnych schorzeń.
Mam nadzieję,
że pobyt wielu młodych Polaków w tym roku w Ośrodku przyniesie obopólną korzyść.
(HP)
|
| Dużo się dzieje |
6.07.2010
Jak mogliśmy usłyszeć w Polskim Radio i przeczytać na niektórych portalach informacyjnych Helena przebywa właśnie w Delhi.
Załatwia tam wiele spraw i pewne dlatego nie ma czasu podzielić się z gośćmi strony Jeevodaya informacjami.
Polacy głosują za granicą.
Nawet 1000 km do urny wyborczej
Do lokalu wyborczego w New Delhi zgłosiła się już polska lekarka Helena Pyz,
opiekująca się od ponad dwudziestu lat trędowatymi w miejscowości odległej od stolicy Indii o ponad tysiąc kilometrów.
Przyjechała do Delhi specjalnie,
by wziąć udział w głosowaniu.
(Polskie Radio ,
KR,
2010-07-04,
g.11.12)
Ostatni okres był niezwykle napięty.
Rok szkolny w tej części Indii,
w której leży Jeevodaya,
zaczyna się 1 lipca.
Młodzież starszych klas (9 – 12) przyjechała nieco wcześniej,
aby zdążyć z nauką do egzaminów,
które rozpoczną się już wczesną wiosną.
Ostatnie dni czerwca to spotkania z rodzicami dzieci,
którzy chcą je umieścić w Jeevodaya,
decydowanie czy dzieci mogą zostać,
rozpoznawanie czy rodzice lub dalsi krewni mówią prawdę czy chcą się pozbyć kosztownego przychówku.
W międzyczasie wrócili studenci z Polski,
którym niestety zaginęły bagaże,
potrwało kilka dni nim dostarczono je na umówione lotnisko w Raipurze.
Wizyta w Delhi to także spotkania i sprawy formalne.
Gościnny dom delhijskich przyjaciół przyjął już pierwszą grupę studentów przyjeżdżających z Polski na wolontariat i wiele osób,
które chciały skorzystać z okazji pobytu dr Heleny i albo ją poznać albo spotkać po latach.
W Ambasadzie Polskiej dr Helena omawiała sprawę kontynuacji programu studiów w Polsce przez trójkę naszych studentów oraz dotacji polskiego MSZ na budowę szkoły w Ośrodku.
(AS)
|
| Pożegnanie |
18.06.2010
Pożegnanie s.
Barbary miało kilka etapów.
Pogrzeb odbył się 8 czerwca,
w Jeevodaya,
w Indiach.
Ciało zostało złożone na miejscowym cmentarzu w jego centralnej części.
Uroczystości pogrzebowej przewodniczył arcybiskup Raipuru Joseph Augustine,
wzięło w niej udział 10 księży,
modliła się też grupa sióstr zakonnych.
Przyjechało wielu wychowanków Ośrodka.
Przyjechali pomóc i pożegnać swoją Dobrodziejkę.
Mówili,
że doznali z Jej strony wiele dobra,
miłości,
należała Jej się ta ostatnia posługa.
Widziałam osoby nie spotkane od wielu lat,
różnymi drogami wieść rozniosła się bardzo szybko.
W Polsce w Domu Instytutu Prymasa Wyszyńskiego mszy św.
żałobnej przewodniczył ks.
Grzegorz Młodawski SAC,
Sekretarz d/s misji prowincji Chrystusa Króla.
Przyznał,
że choć osobiście nie znał s.
Barbary to jednak sporo słyszał od swoich współbraci.
Oprócz członkiń instytutu,
pracowników Sekretariatu i młodzieży z Indii modlili się z nami najbliżsi współpracownicy,
przyjaciele z ruchu Maitri oraz przedstawiciele rodziny: brat,
bratanica i bratanek s.
Barbary.
We wspomnieniu przytoczyliśmy słowa dr Heleny napisane na gorąco jako refleksja o Zmarłej.
Krótkie wspomnienie z ostatniego okresu powiedziała też Sita,
a pan Birczyński wspominał dzieciństwo i wspólne zabawy z młodszą o rok Barbarą.
W Krakowie msza święta za spokój duszy śp.
Barbary Jacenty Birczyńskiej była sprawowana w kościele św.
Barbary znajdującym się opodal domu,
w którym wychowywała się Zmarła.
Uczestniczyli w niej licznie zgromadzeni członkowie i przyjaciele rodziny,
siostry Michalitki oraz przedstawicielki Sekretariatu Misyjnego Jeevodaya.
Po mszy świętej spotkanie wspomnieniowe odbyło się w domu rodzinnym.
Wszyscy z ogromnym zainteresowaniem zapoznali się z historią ośrodka Jeevodaya,
w której miała znaczący udział s.
Barbara,
wymieniali uwagi na temat zapamiętanych faktów albo cech osobowości s.
Barbary.
Warto wspomnieć,
że s.
Barbara podczas 44 lat pobytu w Indiach 1 raz odwiedziła Polskę i była wówczas,
w 1999 r.,
w rodzinnym Krakowie.
Korespondencja,
którą utrzymywała ograniczała się do 1-2 listów w ciągu roku.
Przez cały lipiec będzie odprawiana w Jeevodaya msza św.
gregoriańska o spokój duszy śp.
s.
Barbary.
(HP,
AS)
|
| Misjonarka Trędowatych |
8.06.2010
śp.
s.
Barbara Jacenta Birczyńska.
Przeżyła lat 83,
w tym 44 w Indiach.
Barbara Birczyńska urodziła się w Krakowie 16.9.1927 r.
Ukończyła wydział matematyki UJ.
Od młodości pragnęła służyć dzieciom i to tym najbardziej pokrzywdzonym przez los.
Po II wojnie światowej wstąpiła do zakonu ss.
Michalitek,
które prowadziły sierocińce.
Po odebraniu siostrom przez komunistów wszystkich placówek opiekuńczo-wychowawczych uznała,
że nie jest w tych warunkach w stanie wypełniać swojego powołania.
Po 11 latach wystąpiła z zakonu i szukała innego miejsca realizacji swojego powołania.
W 1966 r.
wyjechała do Indii,
aby dołączyć do ks.
Adama Wiśniewskiego SAC,
który już planował założenie polskiego ośrodka dla trędowatych.
On był „od trędowatych”,
ja „od dzieci” i w ten sposób powstała idea ośrodka dla trędowatych dzieci – wspominała po latach s.
Barbara Jacenta.
W centralnych Indiach,
obecnym stanie Chhattisgarh,
w 1969 r.
założyli Dżiwodaja (Jeevodaya) Nagar – „miasto świtu życia”.
Od śmierci ks.
Adama w 1987 r.
do 1996 r.
s.
Barbara była Prezydentem Stowarzyszenia Jeevodaya zarządzającego Ośrodkiem.
W 2006,
po kilkunastoletnim pobycie na południu Indii,
powróciła na zasłużoną „emeryturę” do Jeevodaya (Dżiwodaja),
gdzie została serdecznie przyjęta przez mieszkańców.
Msza św.
żałobna zostanie odprawiona w kaplicy domu Instytutu Prymasa Wyszyńskiego ul.
Marsa 61 w Warszawie,
w dniu 14 czerwca o godz.
18.00.
Po Eucharystii wspomnienie o s.
Barbarze. (AS)
|
| S. BARBARA BIRCZYŃSKA NIE ŻYJE |
Dziś,
8 czerwca 2010 roku w godzinach rannych,
przeżywszy 83 lata,
zmarła s.
Barbara Jacenta Birczyńska,
współzałożycielka Ośrodka Jeevodaya.
Uroczystości pożegnania Zmarłej rozpoczną się o godz.
17,
Jej ciało spocznie na miejscowym cmentarzu.
(HP)
|
|
|
| Smutne rozważania nad bolesnymi faktami |
6.06.2010
Trzecie millenium zainaugurowane hucznie trwa,
postęp cywilizacji przekracza jakże często naszą wyobraźnię.
Szokujące wynalazki,
za które trzeba brać odpowiedzialność.
I rzeczywistość codzienności zmagającej się z najprostszymi chorobami,
znanymi od dawna i wyleczalnymi.
To ciągle bolesny kontrast,
jak wszystko w świecie,
gdzie żyję już ponad 20 lat.
Przed kilku dniami rozpoznałam,
na pierwszy rzut oka,
trąd,
który zdążył okaleczyć nóżkę 4-letniego chłopca.
Leczony od 2,5 lat u prywatnych lekarzy trafił w końcu do naszej przychodni.
Nic nie przywróci mu już pełnej sprawności stopy,
ale przynajmniej wyleczymy chorobę.
Ten fakt spowodował kolejną falę rozważań nad skutecznością naszych działań.
Dlaczego trąd jeszcze istnieje? – to pytanie często pada przy rozmaitych spotkaniach.
Nierozpoznane przypadki,
błędne diagnozy,
to tylko jedna z przyczyn.
Najczęstsza – to ukrywanie faktu choroby przez maksymalnie możliwy czas z lęku przed ostracyzmem społecznym.
A jest to czas – do rozpoczęcia leczenia – kiedy chory rozsiewa chorobę wszędzie,
gdzie się pojawia.
Dochodzi do tego stosunkowo niska odporność społeczności ludzi niedożywionych od pokoleń.
Najboleśniejsze dla mnie jest jednak przerywanie leczenia przez pacjentów,
bo to znak małej skuteczności naszych starań.
Dlaczego najmniejsza przeszkoda w dotarciu na czas do przychodni „rozgrzesza” pacjenta z dotrzymania terminu? Jak trudno wytłumaczyć prostym,
niewykształconym ludziom,
że trąd nie boli,
ale wymaga systematycznego leczenia.
Tu wszystko każdy dostaje darmo,
a przerwanie leczenia powoduje oporność na leki.
Dlaczego jednak student uniwersytetu przychodzi zawsze popołudniu,
tuż przed zamknięciem przychodni i przynosi do mnie swoją kartę ukrytą w aktówce? Co powoduje,
że wykształcona,
samodzielna kobieta,
choć wydawało się,
że rozumie,
nie zgłasza się nawet po 2gą porcję leków? Jak to możliwe,
że ktoś,
kto sam pokazał mi zmiany na ręku i komu umożliwiłam najbardziej dyskretne wydawanie leków,
jednak przestaje się po nie zgłaszać? Czym spowodowane jest,
że sprzedawca z widocznymi zmianami trądowymi zapraszony do nas nie zgłasza się i przy następnym spotkaniu udaje,
że nas nie zna? Nie znam odpowiedzi na wiele jeszcze innych pytań i wiem,
że takich nierozwiązanych spraw leczenia jest znacznie więcej.
Boli i jakoś smutno.
(HP)
|
| Pracowity weekend |
1.06.2010
Ostatni weekend był dla nas bardzo pracowity,
ale także bogaty w doświadczenia i ciekawe przeżycia.
Zgodnie z zapowiedziami w dniach 28/29 maja mieliśmy okazję czynnie uczestniczyć w VIII Krajowym Kongresie Papieskich Dzieł Misyjnych Dzieci na Jasnej Górze,
a 30 maja współtworzyliśmy Miasto Miłosierdzia na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.
Mimo kapryśnej ostatnio pogody obydwie imprezy mogły się odbyć dzięki przychylności nieba,
które dopiero w niedzielny wieczór otwarło swoje zamki,
obficie polewając organizatorów i uczestników festynu.
Spotkanie częstochowskie przebiegające pod hasłem „Głośmy światu – Bóg jest miłością” pokazało nam ogromną pracę wykonywaną przez cały rok przez PDMD i szerokie horyzonty dzieci zaangażowanych w Dziele.
Mogłam opowiedzieć o tym,
czym zajmuje się Dżiwodaja (Jeevodaya),
a Sita i Saru przedstawić swoje plany na przyszłość.
Zawarliśmy też znajomości z polskimi misjonarzami w innych krajach oraz księżmi z Afryki i Włoch mieszkającymi w Polsce.
W sobotę modliliśmy się za wszystkie dzieci świata,
szczególnie za dzieci z Libanu,
o których opowiadał ks.
Paul,
dyrektor PDMD w Libanie.
Wspólnie z księżmi i klerykami Sercanami animowaliśmy zabawy i poznawanie kontynentu azjatyckiego.
Goście naszego stanowiska odchodzili z namalowanym na czole znakiem i balonem z logo Ośrodka Dżiwodaja (Jeevodaya) w kolorze żółtym.
Niedzielny festiwal dobroczynności zorganizowany przez Centrum Myśli Jana Pawła II nawiązywał do słów Ojca świętego z pierwszej pielgrzymki do Polski,
w których wzywał swoich rodaków,
aby nieustannie dbali o własną przemianę i aby umieli nawzajem się wspomagać.
Nasza praca polegała na rozdawaniu ulotek o Ośrodku Rehabilitacji Trędowatych Dżiwodaja (Jeevodaya) i na serwowaniu przygotowanej wcześniej przez Manoja herbaty po indyjsku.
Osoby odwiedzające nasz namiot mogły obejrzeć wystawę o pracy Ośrodka i uzyskać odpowiedzi na pytania,
które się im nasunęły.
Dzieci cieszyły się z otrzymanych balonów.
Mieliśmy też gości,
którzy specjalnie nas odwiedzali,
aby dać wyraz swojej sympatii dla pracy,
którą prowadzimy oraz wizyty wolontariuszy,
którzy chętnie pomagali w obsłudze stoiska.
Na specjalnie przygotowanej na to wydarzenie wystawie „Bohaterowie codzienności” jedno ze zdjęć przedstawia Annę i Sitę,
zamieszczono też na nim nasze wypowiedzi: co daje nam wzajemnie pomaganie sobie.
Przez te trzy dni wiele osób usłyszało po raz pierwszy o Dżiwodaja (Jeevodaya) i mogło zapoznać się z jego działalnością a młodzież i pracownicy Sekretariatu mogli uczestniczyć w wydarzeniach pokazujących ile dobra dzieje się wokół nas,
w naszej Ojczyźnie. (AS)
|
|
|
| Nowe logo |
26.05.2010
Prezentujemy Państwu nowe logo,
które chcielibyśmy,
aby odtąd kojarzyło się z naszym Ośrodkiem.
Pierwotne logo,
przedstawia 3 namioty oplecione różańcem,
a za namiotami wschodzące słońce.
Wokół napis „Let’s both you and me fight leprosy”.
Logo to nawiązuje zarówno do nazwy Ośrodka ”świt życia”,
jak i do jego początku – gdy Ośrodek stanowiły 3 wojskowe namioty.
Napis przetłumaczyliśmy w sposób dość swobodny na: „Pomóżmy pokonać trąd”.
Obecnie do tego,
znanego już Państwu symbolu,
dodaliśmy nazwę Ośrodka zapisaną w oryginale (alfabecie dewanagari) i w języku polskim oraz adres strony internetowej,
gdzie nazwa Ośrodka jest zapisana – jak dotychczas – po angielsku.
Do zapisania nazwy po polsku skłoniło nas kilka powodów: dostosowanie się do Ustawy o języku polskim,
wprowadzenie jednolitej pisowni i wymowy nazwy Ośrodka oraz potrzeba dotarcia do dzieci.
Ze względu na fakt,
że słowo „Jeevodaya” funkcjonuje jako nazwa własna (zarówno Ośrodka jak i Sekretariatu),
przez jakiś czas będziemy używać zarówno nazwy angielskiej,
jak i spolszczonej.
Jeśli ta druga się przyjmie,
będziemy dążyć do używania już jednej formy.
Przygotowaliśmy też kolorowy znaczek-naklejkę,
na którym oprócz wyżej opisanych szczegółów jest twarz dziewczynki z widoczną plamą trądu (znana już z naszych plakatów) oraz chrześcijańskie przywitanie w języku hindi „Dżaj Jesu”,
którym pozdrawiają się mieszkańcy Ośrodka.(AS)
|
| Miły weekend majowy |
 6.05.2010
Mieliśmy naprawdę miły przedłużony weekend w Krynicy: pracownicy (a raczej pracowniczki) Sekretariatu,
studenci z Indii i grupka studentów (dokładniej studentek) przygotowujących się do wolontariatu w Jeevodaya.
Wyjazd możemy z pewnością nazwać integracyjnym – wszystko robiliśmy wspólnie: wycieczka w góry,
wyprawy do pijalni wód,
aby skorzystać z ich „czarodziejskiej” mocy,
gry w parku zabaw,
modlitwa w kościele parafialnym,
wspólne śpiewanie,
a nawet tańczenie i rozmowy: o Indiach,
o studiach,
o tym co dla nas ważne i ciekawe.
Stałym punktem zajęć każdego dnia była nauka języka hindi.
Przygotowany materiał opanowaliśmy (my Polacy) w stopniu zadowalającym.
Nasi profesorowie (studenci z Indii) okazali się wymagający i bardzo pomocni w nauce – odpytywanie było podczas spacerów i codziennych czynności.
Mamy nadzieję,
że uda nam się kiedyś ten krótki kurs kontynuować,
a z materiałów opracować jakieś mini rozmówki polsko-hindi,
których nikt dotąd nie wydał drukiem.
Gościnny dom Instytutu już po raz kolejny okazał się dla nas prawdziwą „Ostoją”.
(AS)
Ps.
Wyjazd na rowerach 8.
maja został odwołany
|
|
|
| ZASŁUŻONE WAKACJE |
3.05.2010
Wakacje dla poszczególnych grup naszych wychowanków zaczęły się już od początku kwietnia – po złożonych egzaminach młodzież miała prawo wyjeżdżać.
Przyspieszyliśmy egzaminy wewnętrzne ze względu na trudności z wodą w Ośrodku.
Upały nawiedziły nas ok.
1½ miesiąca wcześniej niż zwykle i wpłynęły na jej nadmierne zużycie,
a ogród wymaga stałego nawadniania.
Poza kilkorgiem,
które rozpoczęły leczenie wymagające naszej kontroli (gruźlica i trąd),
naszymi „domowymi” i specjalnej troski,
wszystkie dzieci już cieszą się wolnością.
Wyniki egzaminów (jeszcze brakuje kl.
5,
8 i 10) wskazują na dobry poziom nauczania w naszej szkole.
Nie tylko widać ofiarną pracę nauczycieli,
ale i usilne starania naszych „studentów”.
Na 29 tegorocznych absolwentów 22 zdało w najwyższej skali ocen (powyżej 60%),
6 – w drugiej (powyżej 45%) i tylko jedna musi po wakacjach poprawić jeden przedmiot – nauki polityczne.
Natomiast w klasie 11 duża niespodzianka – wszyscy 27-ro zdali powyżej 60%.
Wynik wydaje nam się na tyle niewiarygodny,
że wszyscy ponownie zostaną przeegzaminowani,
tym bardziej,
że tylko angielski wyszedł trochę słabiej,
a właśnie te arkusze egzaminacyjne były przygotowane osobno.
Kolejne zaskoczenie,
choć wytłumaczalne,
w 9 klasie.
Uczniowie z Jeevodaya zdali wszyscy dość dobrze,
a ci,
którzy przychodzą z zewnątrz bardzo słabo.
Na 23 z grupy dojeżdżających tylko troje przekroczyło (minimalnie) rubikon 60%,
7-ro zostało promowanych pomimo zbyt niskiej oceny z 1 przedmiotu,
a 8-ro musi napisać egzaminy poprawkowe – 4-ro z jednego i 4-ro z dwóch przedmiotów.
To wskazuje,
że okoliczne szkoły mają bardzo niski poziom nauczania i mimo,
że przyjmujemy młodzież po klasie 8 z najlepszymi wynikami,
bardzo słabo dają sobie radę na naszym poziomie.
A przecież nie możemy obniżyć wymagań.
Wszyscy dostaną jeszcze możliwość poprawienia wyników.
(HP)
|
| Informacje dla Młodych Przyjaciół Jeevodaya |
30.04.2010
Zadania przed nami
Zbliża się okres wakacji i w tym roku wyjątkowo dużo osób wybiera się do Jeevodaya,
aby tam zasmakować wolontariatu i (niektórzy) zaliczyć praktyki wakacyjne.
Miesiące maj i czerwiec sprzyjają też organizacji różnych imprez na otwartym powietrzu.
Nasz Sekretariat został zaproszony do udziału w Krajowym Kongresie Misyjnym PDMD na Jasnej Górze (28-29.05),
w projekcie „Miasto Miłosierdzia” organizowanym przez Centrum Myśli Jana Pawła II na Krakowskim Przedmiesciu w Warszawie (30.05) oraz festiwalu misyjnym w Zielonce (20.06).
Osoby,
które chciałyby pomóc w organizacji i przyłączyć się do wspólnej zabawy,
proszę o kontakt z Sekretariatem.
Sobota w Lesie Kabackim
Zapraszamy wszystkich chętnych na sportową sobotę na rowerach.
Spotykamy się 8 maja o godz.
11 przy stacji Metro Kabaty.
Stamtąd wyruszymy lasem do Powsina,
a także do Konstancina.
Proszę pamiętać o wygodnym stroju sportowym,
czymś do picia,
suchym prowiancie i uśmiechu! (kontakt Agata Karpowicz agatakarpowicz@op.pl)
Podsumowanie naszej pracy rocznej i pożegnanie studentów z Indii na okres wakacji proponuję w sobotę 19 czerwca br.
Zapraszam na grilla do naszego pięknego ogrodu (jak tyko dopisze pogoda) przy siedzibie Sekretariatu od godz.
16.00.
Wszystkim życzę powodzenie podczas egzaminów i udanych wakacji.
Anna Sułkowska
|
| Fałszywy alarm |
|
17.04.2010
Przed 3 dniami wróciłam z Indii,
ostatnie tragiczne dla Polski dni spędziliśmy w Delhi z przyjaciółmi z Polskiego Radia i Ambasady.
Kiedy wylądowałyśmy z moją towarzyszką w Rzymie odbierający nas ksiądz powiedział o dziwnym mailu na temat strasznych prześladowań chrześcijan w Indiach,
który dostał przed kilku dniami,
ale nigdzie nie miał on potwierdzenia w doniesieniach agencyjnych.
Wersję Polską tej informacji zaczęłam dostawać wczoraj od przyjaciół poprzez sms o treści co najmniej przerażającej: „wczoraj skrajni buddyści spalili w Indiach 20 kościołów,
dziś planują atak na prowincję Olisabang.
chcą zabić 200 misjonarzy i zniszczyć ich placówki.
potrzeba modlitwy za naszych braci w wierze,
którzy właśnie teraz chowają się po wioskach! trzeba pilnie rozesłać tę informację!” w sieci krążą jeszcze inne wersje tej wiadomości: angielska włoska i słowacka.
Mistyfikację wyjaśnia m.in.
strona http://atrapa.net/chains/skrajni-buddysci.htm.
· nie ma w Indiach (ani w żadnym innym kraju na świecie) „prowincji” (ani miasta) Olisabang,
· terytorium Indii jest podzielone nie na prowincje,
lecz na stany i dystrykty,
· buddystów jest w Indiach jest mniej niż chrześcijan i nie odnotowano w Indiach prześladowań chrześcijan ze strony wyznawców buddyzmu,
· chrześcijanie w Indiach padają ofiarą prześladowań,
jednak nie ze strony buddystów,
lecz hinduistów,
np.
w 2008 roku hinduscy fanatycy zniszczyli 20 chrześcijańskich kościołów w stanie Karnataka,
być może właśnie te wydarzenia (bardzo poprzekręcane) znalazły swe odbicie w powyższym łańcuszku.
· anglojęzyczna wersja fałszywki krąży od lutego 2010 roku (więc „wczoraj” trwa od dwóch miesięcy).
Apeluję o nie uleganie panice,
nie reagowanie na takie informacje bez sprawdzenia,
żeby nie powiększać chaosu.
(AS)
|
| Katyń, Smoleńsk |
13.4.2010
Te miejscowości i data 10 kwietnia 2010 na zawsze zostaną w naszych sercach jako bolesna rana.
Tego dnia byłam w Delhi z Anną z sekretariatu i Beatą z radia watykańskiego wraz z polskimi przyjaciółmi cały czas w nurcie wydarzeń przez internet i radio.
Wieczorem uczestniczyliśmy we mszy św.,
potem zebraliśmy się w ambasadzie z kilkorgiem znajomych.
Tam wpisałyśmy się do książki kondolencyjnej Ambasady.
Dziękuję Panu Bogu,
że mogłam przeżywać tak bolesne wydarzenia wraz z bliskimi osobami.
Indyjscy przyjaciele natychmiast zareagowali na wieść o nieszczęściu,
jakie dotknęło polski Naród.
Przez telefon,
sms-ami i mailami starali się okazać swoją solidarność,
zapewnić o bólu,
który odczuwają wraz z nami,
spontanicznie organizowali modlitwy,
sprawowali msze św.
za ofiary katastrofy lotniczej.
W dniach żałoby narodowej w Jeevodaya wszyscy z wielką wyrozumiałością podchodzą do mojej częściowej „nieobecności”.
Dostałam flagę narodową,
aby móc ją przepasać kirem i umieścić nad wejściem do domu.
W dniu pogrzebu Pary Prezydenckiej będzie tu odprawiona Msza św.
w intencji Polski i Polaków.
(HP)
|
| Wielkanoc w Jeevodaya |
5.04.2010
Kolejny raz spędziłam Wielkanoc w Jeevodaya.
Pierwszy raz byłam tu przed pięciu laty,
gdy do domu Ojca odchodził Jan Paweł II.
Zawsze jest to inne przeżycie.
Jezus Chrystus – Alfa i Omega – Zwycięzca śmierci,
piekła i szatana; pod każdą szerokością geograficzną,
w odmiennej kulturze i kontekście społecznym,
w rozmaitych językach dokonuje się liturgia Kościała powszechnego.
Te same czytania liturgiczne,
gesty o tej samej wymowie przybliżają człowiekowi tajemnicę tego,
że Chrystus umarł za nas i dla naszego zbawienia.
W Wielki Czwartek symbol umycia nóg nabiera wyrazistości,
gdy kapłan pochyla się i całuje okaleczone stopy trędowatego,
z powodu których doznał w życiu wielu upokorzeń i odrzucenia.
W Wielki Piątek odczuwa się tu nagromadzenie cierpienia,
jakby echo słów Pawłowych „ze swojej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa ….” (Kol 1,24).
Wigilia Paschalna wyraża radośnie i głośno,
że Jezus żyje i już więcej nie umiera.
Sakrament chrztu i bierzmowania udzielony przygotowanym do tego osobom pokazuje,
że Kościół jest społecznością otwartą i wciąż rodzącą.
I choć większość uczestników liturgii (hinduiści) nie może uczestniczyć w niej w pełni,
to wszyscy czują się wielką rodziną dzieci Bożych.
Tym razem z mieszkańcami Jeevodaya,
byłymi wychowankami,
którzy licznie przyjeżdżają na święta,
była przedstawicielka Radia Watykańskiego dzięki czemu relacja z tych dni mogła dotrzeć do słuchaczy tej rozgłośni.
(AS)
Indie: droga krzyżowa w ośrodku dla trędowatych
◊ W Indiach Drogi Krzyżowe nie odbywają się na ulicach miast.
Głównie odprawia się je w kościołach,
a naprawdę wyjątkowo na wolnym powietrzu – zawsze na terenach należących do chrześcijan.
Droga Krzyżowa sprawowana była dziś m.in.
w założonym 40 lat temu przez polskiego pallotyna,
ks.
Adama Wiśniewskiego,
Ośrodku dla Trędowatych Jeevodaya,
co w języku hindi znaczy „świt życia”.
Okaleczone trądem dłonie niosące krzyż – ten widok na zawsze zapisze się w mojej pamięci.
Droga Krzyżowa rozpoczęła się w godzinę śmierci Chrystusa w pięćdziesięciostopniowym upale.
Stacje prowadziły kolejno przez najważniejsze dla mieszkańców Jeevodaya miejsca: przychodnia zdrowia – gdzie u wielu z nich zdiagnozowano trąd,
czy równie tu rozpowszechnione gruźlicę i AIDS,
szkoła – gdzie zdobywają wykształcenie pozwalające im pokonać bariery uprzedzeń i zacząć normalnie żyć i wreszcie domy mieszkańców ośrodka.
Biały krzyż – bo biel symbolizuje żałobę – i barwne sari hindusek nadawały Drodze Krzyżowej niezwykłą oprawę.
Jak przystało na Indie,
kobiety i mężczyźni szli w osobnych szeregach,
a między nimi osoby niosące krzyż.
Warto podkreślić,
że wraz z katolikami modlili się wyznawcy hinduizmu i islamu – to taki swoisty koloryt międzyreligijny tego ośrodka dla trędowatych,
gdzie często słychać nie tylko z ust chrześcijan,
że to Chrystus tu uzdrawia.
Wielkopiątkowe uroczystości zakończyła adoracja Krzyża.
Podczas niej były zbierane ofiary na potrzeby Kościoła,
co w Indiach zdarza się zaledwie kilka razy w roku ze względu na ubóstwo tutejszych chrześcijan,
z których zdecydowana większość to tak zwani niedotykalni.
B.
Zajączkowska,
Indie (rv) 02/04/2010
Indie: Wigilia Paschalna w ośrodku dla trędowatych
◊ Wielkosobotnia Wigilia Paschalna to w Indiach tradycyjnie czas udzielania sakramentów.
Ponieważ chrześcijanie są rozproszeni w znacznej odległości od kościołów,
nieraz by dotrzeć na liturgię,
muszą pokonać setki kilometrów.
W Ośrodku dla Trędowatych Jeevodaya chrzest,
pierwszą komunię i bierzmowanie przyjęła muzułmanka Pravin Maria,
a bierzmowanie córka trędowatego,
Aruna Roshni,
która postanowiła zostać franciszkanką.
Jednak w Indiach Wigilia Paschalna to nie tylko najważniejsza liturgia w roku,
ale i czas spotkań z najbliższymi oraz okazja do zaprezentowania nowego – kupionego specjalnie na tę okazję – ubrania np.
barwnego sari.
Dziewczęta świątecznie malują sobie na dłoniach i stopach kwiatowe wzory oraz zakładają bransoletki z dzwoneczkami.
To wszystko ma podkreślić wyjątkowy charakter Wielkanocy.
Liturgii radosnego charakteru nadaje wielokrotnie wyśpiewane przez wiernych Alleluja i gromkie oklaski dla Chrystusa.
By święto było pełne musi mu towarzyszyć wiele barw i światła,
stąd kolorowo oświetlone lampkami fasady kościołów,
a w ich wnętrzu dekoracje z wstążek w ulubionych kolorach Hindusów.
W małych wspólnotach nie ma anonimowości,
stąd po liturgii wszyscy składają sobie życzenia Pascha mubarak-ho,
a świętowanie kończy się wypiciem słodkiej herbaty z mlekiem.
B.
Zajączkowska,
Indie – Jeevodaya (rv) 04/04/2010
|
| Życzenia świąteczne |
„Myśmy poznali i uwierzyli miłości,
jaką Bóg ma ku nam” (1 J 4,
16)
Uroczystość Paschalna,
pamiątka Męki,
Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa,
niech będzie dla każdego z nas doświadczeniem miłości,
radości i nadziei.
Świadkiem miłości można być tylko wtedy,
gdy się jej doświadczyło.
Tak bardzo jesteśmy kochani… Z miłości Bóg powołał nas do życia,
z miłości nas odkupił za wielką cenę śmierci Swojego Syna.
Jezus,
aby pokazać jak bardzo kocha każdego człowieka,
pochylił się do stóp Apostołów i umył im nogi.
Ten gest miłości i służby „zadał” swoim uczniom po wszystkie pokolenia: „Jeżeli Ja,
Pan i Nauczyciel,
umyłem wam nogi,
to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi”.
(J 1,14)
Niech w tych świątecznych dniach towarzyszy nam pamięć o wszystkich ludziach,
którzy w swoim życiu nie widzą,
nie czują,
że są kochani; o tych,
którzy doświadczają odrzucenia,
pogardy,
przemocy i aktów niesprawiedliwości,
które zasłaniają Miłość.
Niech nasze radosne ALLELUJA ogarnie całą ludzkość i każdego człowieka,
naszego brata,
do stóp którego pragniemy się pochylać wraz z Chrystusem.
W imieniu wspólnoty Jeevodaya w Indiach i w Polsce
|
| Kandydaci na wolontariuszy |
23.03.2010
Przeżywamy absolutny boom kandydatów na wyjazd do Jeevodaya.
Grupka,
która zwykle składała się z 2-3 osób na konkretne wakacje,
w tym roku wzrosła dziesięciokrotnie.
Dużo osób dowiedziało się o możliwości takiego wyjazdu,
ponieważ podjęliśmy współpracę z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym,
który na swojej stronie internetowej ogłosił możliwość zrealizowania w tej formie praktyk studenckich.
Pokazuje to,
jak wielu młodych ludzi jest otwartych na trudne wyzwania i gotowych traktować swoją pracę jako misję,
także wśród osób ubogich,
odrzuconych,
„innych”.
Większość kandydatów na wolontariuszy to studenci medycyny,
przyszli lekarze i pielęgniarki,
jest też wśród nich fizjoterapeutka i kleryk.
Dla dr Heleny jest to kolejne wyzwanie nie tylko jako lekarza-praktyka,
ale także nauczyciela,
przewodnika (jak kiedyś nazwali ją studenci KUL-u).
Jeszcze przed ostatecznymi decyzjami staramy się przygotować kandydatów poprzez zapoznanie z warunkami,
jakie panują w Ośrodku i zasadami funkcjonowania społeczności Jeevodaya.
Z drugiej strony staramy się zaplanować całe przedsięwzięcie,
aby taka duża grupa mogła się pomieścić,
skorzystać na tym pobycie i dać coś z siebie tym,
do których pragną pojechać.
(AS)
|
| „moja najpierwsza refleksja” |
22.03.2010
Dzięki życzliwości Elżbiety i Krzysztofa podróżowałam po Indiach,
próbując rozeznać,
czym jest i jak się może jawić Europejczykowi ten kraj-kontynent w swej niezmierzonej różnorodności.
Kontrastowość obrazów,
frenetyzm indyjskiego życia,
jego ostrość i ciągłe balansowanie na granicy są zarazem podniecające i męczące,
utrzymują umysł w nieustannej chęci zagłębienia się w otaczający świat i zarazem pośpiesznej ucieczki od niego.
Uspokojenie i czas na namysł znalazłam w miejscu,
po którym – mogłoby się wydawać – trudno się było tego spodziewać.
Jeevodaya – Ośrodek Rehabilitacji Trędowatych – leży o 30 km od Raipuru i podobnie jak jedyny tutejszy lekarz,
Helena Pyz z Polski,
jest dość znana,
a wiedza o niej dostępna każdemu,
kto ma takie zainteresowania i dostęp do Internetu.
Jednakże nawet krótki pobyt tutaj pozwala zyskać wiedzę i świadomość inną niż komputerowa.
Dr Helena napisała do mnie,
że „dla trędowatego,
wbrew zażenowaniu w obliczu okaleczeń,
czyjeś odwiedziny to zainteresowanie jego losem,
poprawą jego losu”.
Myślę,
że jest także druga strona tego medalu,
że zainteresowany przybysz,
darczyńca czy wolontariusz,
dla siebie samego zyskuje coś bezcennego.
Oto bowiem trędowaci,
ludzie odepchnięci przez własną społeczność,
skrzywdzeni i okaleczeni,
wyzuci ze wszystkiego,
niekiedy wyrzuceni na śmietnik (jakkolwiek niewiarygodnie to brzmi),
gdy tylko zyskują warunki po temu,
w pełni objawiają to,
czego wagę i znaczenie tak dobitnie podkreślał Jan Paweł II – mianowicie godność człowieka jako stworzenia Bożego.
Trzeba tu przyjechać,
by ją zobaczyć w ufnym śmiechu małych dzieci,
życzliwym pozdrowieniu dziewcząt zmierzających do szkoły,
wytężonych porządkach sobotnich,
w żmudnym łuskaniu ryżu rękami okaleczonymi chorobą czy w żywiołowej muzyce podczas niedzielnego nabożeństwa.
Odzyskana godność (katolików czy hinduistów) jest owym bezcennym darem dla każdego,
kto mógł,
chciał czy było mu dane się do niej przyczynić.
Pomnaża bowiem jego godność.
Maria Magdalena
|
|
|
| Boże rozwiązanie |
|
9.03.2010
Dziś rano Pan Bóg powołał małą Pushpę do Siebie.
Ostatnią dobę była nieprzytomna i cichutko zasnęła,
żeby obudzić się już w innym Królestwie.
Rodzice postanowili zabrać małe ciałko do swojej oddalonej o wiele kilometrów wioski.
Wszystkim,
którzy odpowiedzieli nasz apel o modlitwę serdecznie dziękujemy.
Wierzymy,
że żadna z nich nie spadnie na ziemię… Z dr Heleną i całym Ośrodkiem łączymy się w tych trudnych chwilach.
(AS)
|
| Apel o modlitwę |
 8.03.2010
Ośmioletnia Pushpa umiera. Od tygodnia walczymy z wyjątkowo agresywnym zapaleniem wątroby.
Po powrocie ze zjazdu Forum Lekarzy Konsekrowanych zastałam Pushpę zbolałą,
słabiutką ,
z zaburzeniami żołądkowymi,
widać było żółtaczkę; zdecydowałam,
że trzeba natychmiast pojechać do szpitala pediatrycznego.
Potrzebne było przetoczenie krwi,
osocza,
albumin.
Osoby,
które mają tę samą grupę krwi ofiarnie stawiały się,
aby tylko pomóc dziewczynce (w naszych szpitalach nie przechowuje się krwi,
tylko podaje bezpośrednio po pobraniu od dawcy).
Rzeczywiście zabiegi te dały krótkotrwałą poprawę.
Jednak wczoraj dostaliśmy wiadomość,
że stan się ponownie pogarsza i potrzeba kolejnej dawki krwi.
Ponieważ mam tę samą grupę,
przed wyjazdem do Kuteli udałam się do szpitala w Raipurze.
Niestety tym razem nie ma poprawy.
Rodzice (oboje trędowaci),
którzy czuwają przy dziecku są zrozpaczeni.
Dziś raniutko opiekunka dziewcząt,
Brigit,
dała jej to,
co mamy najcenniejszego udzielając jej sakramentu chrztu.
Jest w rękach Pana Boga – On może ją przyjąć,
może uratować.
Prośmy przez wstawiennictwo Sługi Bożego kardynała Wyszyńskiego o podtrzymanie życia i uzdrowienie z tej choroby. (HP)
MODLITWA O BEATYFIKACJĘ
STEFANA KARDYNAŁA WYSZYŃSKIEGO
PRYMASA TYSIĄCLECIA
Boże w Trójcy Świętej Jedyny,
Ty w swojej niewypowiedzianej dobroci powołujesz ciągle nowych apostołów,
aby przybliżali światu Twoją Miłość.
Bądź uwielbiony za to,
że dałeś nam opatrznościowego Pasterza Stefana Kardynała Wyszyńskiego,
Prymasa Tysiąclecia.
Boże,
źródło wszelkiej świętości,
spraw,
prosimy Cię,
aby Kościół zaliczył go do grona swoich świętych.
Wejrzyj na jego heroiczną wiarę,
całkowite oddanie się Tobie,
na jego męstwo wobec przeciwności i prześladowań,
które znosił dla imienia Twego.
Pomnij,
jak bardzo umiłował Kościół Twojego Syna,
jak wiernie kochał Ojczyznę i każdego człowieka,
broniąc jego godności i praw,
przebaczając wrogom,
zło dobrem zwyciężając.
Otocz chwałą wiernego Sługę Twojego Stefana Kardynała,
który wszystko postawił na Maryję i Jej zawierzył bez granic,
u Niej szukając pomocy w obronie wiary Chrystusowej i wolności Narodu.
Ojcze nieskończenie dobry,
uczyń go orędownikiem naszych spraw przed Tobą.
Amen.
Pokornie Cię błagam,
Boże,
udziel mi za wstawiennictwem Stefana Kardynała Wyszyńskiego tej łaski,
o którą Cię teraz szczególnie proszę...
|
| Głosujmy na „Doktę” |
4.03.2010
Dr Wanda Błeńska,
„Dokta”,
przeżywa 99 rok pięknego i godnego szacunku życia.
Przez 43 lata pracowała w Ugandzie,
w szpitalu dla trędowatych w Bulubie,
gdzie leczyła swoich trędowatych braci i wychowała całe pokolenie lekarzy,
laborantów,
pomocników socjalnych.
Za tę niezwykłą pracę zyskała przydomek "Matki Trędowatych".
Jej nominacja do tytułu „Wielkopolanki Stulecia” jest jak najbardziej uprawniona.
Obecnie Wanda jest na 4 miejscu.
Głosowanie potrwa tylko do 6 marca,
ale można oddać każdego dnia 10 głosów z każdego dostępnego komputera!
Jej kandydaturę można poprzeć na stronie http://poznan.naszemiasto.pl/inne/specjalna_galeria/6397.html
|
| Goście |
17.02.2010
Pragnę podzielić się radością goszczenia rodaków w Jeevodaya.
Bywały lata chude,
gdy zapominałam o używaniu języka ojczystego,
teraz jest całkiem inaczej… Ci którzy uczestniczyli kiedykolwiek w nocnych Polaków rozmowach na mojej werandzie wiedzą o czym mówię.
Na święta Bożego Narodzenia zapowiedziała się podróżująca po Indii Justyna – posiedziała,
podziałała i pojechała do Kalkuty,
służyć w instytucjach założonych przez bł.
Matkę Teresę.
Nowy Rok witałam w towarzystwie Elżbiety i Krzysztofa,
przyjechali jeszcze raz na kilka dni w lutym przywożąc zaprzyjaźnioną Marię Magdalenę.
Wybrali się odważnie do Bastaru,
na tereny zamieszkałe przez rdzenne plemiona,
choć jest tam obecnie niezbyt bezpiecznie.
Może namówię ich,
żeby opisali co tam widzieli i przeżyli.
Krótką wizytę na początku lutego złożyła nam grupa młodzieży ze szkoły pallotyńskiej z Lublina ze swoimi opiekunami,
mam nadzieję,
że coś z tego spotkania zostanie w ich pamięci.
Jutro zawita Maciej,
fotoreporter,
który odwiedził nas już w ubiegłym roku,
a w sobotę na 3 dni ma przyjechać jeden z ofiarodawców,
Konrand.
Zaczyna się pora gorąca,
kiedy zwykle bywała przerwa w wizytach,
ale jeszcze przed Wielkanocą spodziewam się przyjazdu Beaty i Anny.
Cieszę się zawsze każdym spotkanym człowiekiem i za te wizyty jestem bardzo wdzięczna.
(HP)
|
| Modlitwa i spotkanie w katedrze warszawsko-praskiej |
01.02.2010
31 stycznia w katedrze warszawsko-praskiej modliliśmy się za chorych na trąd,
za tych którzy się nimi opiekują i wspominaliśmy miejsca dedykowane trędowatym w Jeevodaya i Puri.
Obchody zaczęły się już o godz.
10.30,
kiedy to Arcybiskup H.
Hoser dokonał otwarcia wystaw o Puri i Jeevodaya.
Przy tej okazji przypomniał historię ewangelizacji Indii i ukazał działalność o.
Mariana.
Żelazka,
ks.
Adama Wiśniewskiego i pani Heleny Pyz na tle misji chrześcijańskiej w tym wielkim kraju.
Taka wystawa to jest dobra inicjatywa – powiedział nasz Arcybiskup.
Anna Sułkowska podzieliła się z osobami przybyłymi na spotkanie wspomnieniem o 40 latach działania Jeevodaya i drogach jakimi Pan Bóg prowadził do posługi w tym miejscu ks.
Adama Wiśniewskiego,
s.
Barbarę Birczyńską i dr Helenę Pyz (tekst w zakładce „varia - warto wiedzieć”).
Centralnym punktem była Eucharystia o godz.
12.30 transmitowana przez radio Warszawa,
której przewodniczył proboszcz katedry ks.
Marek Solarczyk,
a współkoncelebrowali ks.
Jerzy Limanówka,
pallotyn,
prezes fundacji misyjnej „Salvati”,
a jednocześnie przyjaciel Jeevodaya i o.
Andrzej Łukawski,
prowincjał polskich sercanów białych – współbraci św.
o.
Damiana.
W homilii o.
Andrzej wskazał na fakt,
że tylko miłość może popchnąć człowieka do służby takiej jaką podjął św.
Damian i wielu jego naśladowców (cały tekst dostępny w zakładce „varia - warto wiedzieć”).
Na dziękczynienie po Komunii nasza młodzież zaśpiewała pieśń w języku hindi.
Po mszy świętej zeszliśmy do podziemi katedry,
gdzie można było obejrzeć wystawy,
film o.
Marianie Żelazku i skosztować herbaty parzonej na sposób indyjski oraz ciast przygotowanych przez studentów z Indii i wolontariuszy.
Miłe rozmowy i spotkania trwały do godzin popołudniowych.
Może tylko szkoda,
że prawdziwy obraz uroczystości nie znalazł odbicia w mediach,
także katolickich.
Sekretariat Misyjny Jeevodaya składa najserdeczniejsze podziękowanie ks.
Markowi Solarczykowi,
za gościnne przyjęcie w murach kościoła katedralnego i za wspólną modlitwę w intencji naszych braci dotkniętych przez trąd.
(AS)
|
|
|
| Orędzie na 57 Światowy Dzień Chorych na Trąd |
29.01.2010
Orędzie Przewodniczącego Papieskiej Rady ds.
Duszpasterstwa Służby Zdrowia
abp Zygmunta Zimowskiego
na 57 Światowy Dzień Chorych na Trąd
Do Przewodniczących Konferencji Episkopatów
Do Biskupów Odpowiedzialnych za Duszpasterstwo Służby Zdrowia
„Światowy Dzień Chorych na Trąd”,
ustanowiony w pierwszej połowie lat 50-tych dzięki inicjatywie francuskiego pisarza Raoula Follereau,
nie powinien być jedynie dniem zamyślenia nad ofiarami tej strasznej choroby,
ale przede wszystkim dniem solidarności z braćmi i siostrami,
którzy na nią cierpią.
Trąd,
znany także jako choroba Hansena,
w rzeczywistości dalej prowadzi swoje niszczycielskie dzieło i zaraża setki tysięcy osób na całym świecie.
Według najnowszych danych Światowej Organizacji Zdrowia,
w 2009 r.
zanotowano 210 tysięcy nowych przypadków zarażeń.
Liczba ta z pewnością jest o wiele większa,
gdyż wielu zakażeń po prostu nie odnotowuje się,
a konsekwencją tego jest fakt,
iż wielu chorych na trąd nie ma dostępu do opieki medycznej.
Ze statystycznego punktu widzenia,
jak dotąd kraje najbardziej dotknięte tą chorobą znajdują się w Azji,
Ameryce Południowej i w Afryce.
Najwięcej chorych żyje w Indiach,
a następnie w Brazylii.
Liczne zakażenia notuje się także w Angoli,
Bangladeszu,
Republice Środkowoafrykańskiej,
Republice Demokratycznej Konga,
Indonezji,
Madgaskarze,
Mozambiku,
Nepalu i Tanzanii.
Trąd to choroba „odwieczna”,
ale przez to nie mniej niszcząca także dzisiaj.
Doświadcza człowieka w dwojaki sposób: fizycznie i moralnie.
We wszystkich epokach i we wszystkich cywilizacjach losem chorych na trąd była zawsze izolacja,
pozbawienie wszelkich form życia społecznego,
jak też skazanie na oglądanie powolnego rozkładu swojego ciała aż do śmierci.
Niestety także dzisiaj,
kto cierpi na chorobę Hansena,
chociaż wyleczony,
zwykle nosi na sobie wyraźne oznaki kalectwa.
Skazują go one na życie w samotności i w przeświadczeniu,
że jest odmiennym w oczach innych ludzi,
społeczności i opinii publicznej.
W krajach ekonomicznie rozwiniętych wydaje się natomiast,
że o chorobie tej zapomniano,
podobnie,
jak zapomniane są osoby,
które na nią cierpią.
Przypomnienie o trądzie,
bądź wypowiedzenie samego tylko słowa „trąd”,
wzbudza różne odczucia: jedni niedowierzają i zadają pytania,
jak to możliwe,
że ta choroba jeszcze istnieje; drudzy odczuwają strach i odrazę; jeszcze inni kompletną obojętność.
Są jednak i tacy,
którzy okazują współczucie i miłość,
a ich postawa wzoruje się na postawie samego Jezusa,
który trędowatym okazywał czułość i miłosierdzie (zob.
Mk 1,40-42).
Zaangażowanie R.
Follereau,
wielu instytucji i organizacji kościelnych i pozarządowych,
które walczą z trądem; niezwykła praca i postawa św.
Damiana de Veuster i wielu innych świętych oraz ludzi dobrej woli,
pomogły przezwyciężyć uprzedzenia wobec trędowatych i dostrzec w nich tę samą ludzką godność i należne im prawa,
z najbardziej uniwersalnym prawem do ludzkiej miłości na czele.
Mimo,
że istnieją dziś skuteczne leki na trąd,
to jednak choroba Hansena wciąż zbiera nowe żniwo.
Wśród czynników,
które najbardziej sprzyjają jej rozwojowi jest nędza – zarówno indywidualna,
jak i grupowa.
Skutkiem biedy jest brak higieny,
rozwój chorób,
brak odpowiedniego odżywiania,
często chroniczny głód,
a wreszcie brak dostępu do podstawowej opieki medycznej.
Z drugiej strony,
na płaszczyźnie społecznej wciąż żywe są obawy,
powodowane zwykle ignorancją,
które piętnują chorych na trąd i powodują dodatkowe obciążenia psychiczne u osób wyleczonych już z trądu.
W tej sytuacji zwracam się z gorącym apelem do wspólnoty międzynarodowej i do autorytetów poszczególnych państw,
i proszę,
aby koniecznie rozwijać i wspierać strategie walki z trądem,
czyniąc je bardzej skutecznymi,
przede wszystkim tam,
gdzie liczba zakażeń jest wciąż duża.
Przypominam o ciągłej potrzebie kampanii mających na celu edukację i uwrażliwianie społeczności,
aby chorym i ich rodzinom pomóc wyjść z izolacji i zapewnić potrzebne leczenie.
Jednocześnie pragnę z serca podziękować Kościołom lokalnym i różnym wspólnotom religijnym i misyjnym oraz wszystkim mężczyznom i kobietom,
konsekrowanym i świeckim,
za wszelkie dobro wyświadczane chorym na trąd.
Wyrażam wdzięczność Światowej Organizacji Zdrowia za godne pochwały wysiłki w celu wyeliminowania tej i wielu innych „zapomnianych” chorób [przyp.
1].
Dziękuję stowarzyszeniom i organizacjom pozarządowym,
które walczą z trądem i stygmatyzacją chorych na trąd[przy.2].
Z wdzięcznością zwracam się do licznych wolontariuszy i wszystkich ludzi dobrej woli,
którzy w swej służbie wyróżniają się miłością wobec chorych na trąd i nie szczędzą sił,
aby przywracać im godność,
radość i wiarę w to,
że są tacy sami jak inni ludzie i że mają prawo do należnego im miejsca w ludzkiej społeczności.
Niech Maryja – Salus Infirmorum – wspomaga chorych w ich trudnej walce z cierpieniem i niewygodami,
jakie są skutkiem choroby Hansena.
Niech Jej wstawiennictwo pozwoli rozedrzeć zasłonę milczenia i spotęguje gesty prawdziwej solidarności wobec braci i sióstr dotkniętych trądem.
Abp Zygmunt Zimowski
Przewodniczący Papieskiej Rady
ds.
Duszpasterstwa Służby Zdrowia
|
| Obfity styczeń |
27.01.2010
Kończący się pierwszy miesiąc roku obfitował w radosne wydarzenia.
Zaczęliśmy go bardzo uroczyście Mszą św.,
a mój „bal” potrwał prawie do białego rana,
bo miałam miłych gości: 3 Polaków.
W niedzielę 10-ego odwiedziła nas grupa Polaków i Niemców 3 szkół pallotyńskich.
Na zakończenie ich pobytu w Indii pojechałam do Dongargarh,
gdzie przebywali,
na piękny program artystyczny w wykonaniu młodzieży.
Nasz ks.
Dyrektor 14.01 skończył 62 lata co uczciliśmy modlitwą i wielką ucztą,
a był to też dzień wolny od pracy w naszym stanie.
Dwa dni później kolejna uroczystość – 25-lecie ślubu pp.
Karsh,
którzy od 22 lat mieszkają i pracują z nami: Lala jako zastępca naczelnego lekarza,
Anjulata jako nauczycielka.
Mają 4 synów,
którzy pięknie przygotowali jubileusz ślubu rodziców.
Kolejne święto w Jeevodaya to 22 stycznia – św.
Vincentego Pallottiego.
Obchody trwały 3 dni: najpierw u Księży Pallotynów w Raipurze,
potem u sióstr Pallotynek,
a 24.01 u nas.
Wczoraj obchodziliśmy Republic Day z programem patriotyczno-artystycznym naszych wychowanków.
Przed nami jeszcze Leprosy Day – u nas 30.01,
w rocznicę śmierci Mahatmy Gandhiego,
w Polsce i na świecie – 31.01.
I to już musi wystarczyć na dłużej,
bo najwyższy czas na intensywną naukę.
Za miesiąc klasy 12 i 10 przystąpią do swoich egzaminów końcowych.
Uczniowie zdali już częściowo egzaminy praktyczne,
a teraz czas powtarzania materiału z całego roku.
Miejmy nadzieję,
że wszystkim pójdzie dobrze pomimo tak obfitego świętowania.
(HP)
|
 |
 |
| św. Wincenty Pallotti |
|
 |
| Dzień Republiki |
|
|
| POMOC DLA OFIAR TRZĘSIENIA ZIEMI NA HAITI |
15.01.2010
Wobec tragedii jaka wydarzyła się w ostatnich dniach na Haiti Sekretariat Misyjny Jeevodaya (zgodnie ze swoim statutem pozwalającym na doraźną pomoc ofiarom kataklizmów i klęsk żywiołowych ) przekazał w dniu dzisiejszym 10 000 euro na konto Caritas Internationalis,
,
która natychmiast podjęła energiczną akcję pomocy pokrzywdzonym w trzęsieniu ziemi.
Zachęcamy wszystkich naszych Przyjaciół i Pomocników do serdecznej modlitwy za żywych i zmarłych oraz do aktów solidarności z Haitańczykami.
Długofalową pomoc temu biednemu krajowi zapowiedziała już Caritas Polska,
gdzie można przekazywać ofiary na ten cel.
Szczegóły można znaleźć na stronie www.caritas.pl.
(AS)
|
|
|
| Relacja ze spotkania Taize |
5.01.2010
Do Poznania dotarliśmy wtorkowym popołudniem,
29 grudnia ub.r.
Po załatwieniu wstępnych formalności na terenie MTP,
gdzie odbywała się większość spotkań,
udaliśmy się do goszczącej nas rodziny Benedyków: Marty i Mariusza oraz ich rodziców,
którzy przyjęli nas bardzo serdecznie.
Tego wieczoru i podczas następnych dni uczestniczyliśmy we wspólnych modlitwach śpiewem wraz z rozważaniami fragmentów Ewangelii i „Listu z Chin” brata Aloisa oraz popołudniowych spotkaniach tematycznych.
W sylwestrową noc poszliśmy do pobliskiego kościoła parafialnego,
aby wspólnie z innymi uczestnikami spotkania Taize,
w łączności z narodami,
które cierpią,
modlić się o pokój na świecie.
Podczas wspólnych spotkań towarzyszył nam wolontariusz,
Tomek,
którego poznaliśmy na spotkaniu Młodych Przyjaciół Jeevodaya w Warszawie.
Codziennie gromadziliśmy się na wspólnych posiłkach na terenie MTP,
a noworocznym obiadem ugościli nas gospodarze naszego domu.
Naszej indyjskiej młodzieży bardzo podobała się modlitwa śpiewem,
a także spotkania tematyczne,
które wybrali sobie według własnych zainteresowań: tematy misyjne,
ekonomiczne,
słuchanie świadectw młodych z Indii,
Filipin,
Chile.
Powszechne zainteresowanie budziła towarzysząca nam koleżanka z Arabii Saudyjskiej,
będąc na tym ekumenicznym spotkaniu szczególnym znakiem pojednania i pokoju oraz całą swoją postawą świadcząc,
że wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga.
Radością napełniał widok rozmodlonej młodzieży,
skupionej wokół krzyża Chrystusa,
wsłuchanej w Słowo Boże,
a przy tym dobrze zorganizowanej,
wesołej i spontanicznej.
Była ona znakiem wielkiej nadziei dla współczesnego świata,
a dla naszych młodych przyjaciół z Jeevodaya potwierdzeniem faktu,
że młodzieży także dziś zależy na dążeniu do wyższych wartości,
ideałów,
solidarności itp.
Ostatnie wieczorne spotkanie podsumowaliśmy po powrocie do domu angielskim it’s a pity (szkoda),
że to już koniec.
Sądzę,
że wielokrotnie będziemy myślami do niego powracać,
a może także w rzeczywistości,
udając się na kolejne takie spotkanie.
Mam nadzieję,
że poznańskie spotkanie Taize wyda obfite owoce w naszym życiu społecznym i duchowym.
(MW)
|
|
|
|